niedziela, 29 marca 2015

XXXI

/Alek/
Tegoroczne święta zapowiadały się tak obiecująco. Dzieci, rodzice, Tola. Naiwny myślałem, że może to idealny czas na to, by się oświadczyć? Suma summarum odszedłem od tego pomysłu uznając, że to jeszcze nie pora na taki krok, ale i tak te święta miały być magiczne, bo pierwsze wspólne. Nic z tych rzeczy i to wszystko przez moją głupotę. Pluję sobie w brodę, że się nie przyznałem wcześniej do kontaktów z Izą, że akurat w tym przypadku nie powiedziałem Toli dokładniej o swojej przyszłości, bo mogłem się domyślić, że Iza nie przebiera w środkach jeśli chce postawić na swoim. Mogłem też przeczekać w domu gorszy nastrój, a nie do razu ładować się do baru i sączyć browar. Z drugiej strony nie miałem pojęcia, że w tym miejscu będzie Derkowska. Nie byłem na dwóch treningach. Boję się spojrzeć w oczy Marka. Ja, facet po przejściach, boję się stanąć twarzą w twarz z ojcem kobiety, którą skrzywdziłem. Na pewno dostałbym za to w ryj i nie miałbym prawa się dziwić, bo to normalny odruch każdego ojca. Nie zadzwoniłem też do Toli. Jak tchórz zamknąłem się w naszym mieszkaniu , czekając na to aż ktoś mnie obudzi z tego koszmaru i powie, że to był tylko sen, do mieszkania wejdzie Tola obładowana świątecznymi zakupami, a ja w tym czasie będę próbował uporać się z choinką. Pod nogami plątaliby się chłopcy, a rodzice z uśmiechem przyglądaliby się świątecznym przygotowaniom. Co mam w zamian? Zapuszczone mieszkanie, walające się po podłodze puszki, kawałki niedojedzonej pizzy i odór alkoholu. Pomyśleć, że w tym mieszkaniu wieczorem odbędzie się wigilia. Na samą myśl uśmiecham się kpiąco, potykając o butelkę z piwem.
-Kurwa mać!- tylko na tyle mnie stać. Siadam na kanapie i próbuję ogarnąć burdel, który narobił się w moim życiu. Przede wszystkim powinienem zadzwonić do Toli i zrobić wszystko co w mojej mocy, by blondynka zechciała ze mną porozmawiać. Wiem, że nie będzie to proste, ale po tym co przeszliśmy mam tak łatwo zrezygnować? Nie stać mnie na to, bo drugiej takiej dziewczyny nie znajdę. Zdążyłem się przekonać, że mimo wszystko nie nadaję się do samotnego życia. Owszem, lubię szaleństwo i niezależność, ale do tej pory związek z Tolą w żaden sposób mnie nie ograniczał. Oczywiście nie ma mowy o innych kobietach, ale od kiedy jestem z Lipińską, inne mnie kompletnie nie interesują. Pukanie do drzwi przerywa moje myślenie. Z przerażaniem podchodzę do wejścia, by nie zobaczyć tam moich rodziców i dzieci. Przecież jak oni zobaczą taki bałagan, to są gotowi wrócić natychmiast do Grodna. To nie rodzice, to Marek. Sam nie wiem co jest gorsze, ale otwieram drzwi.
-Nie zajmę ci dużo czasu.-zapraszam go niepewnie do środka, a on nie korzysta z mojej uprzejmości. Po prostu uderza mnie w twarz z taką siłą, że nie wiem gdzie się znajduje. Mój nos nigdy nie był czuły na uderzenia piłki, ale tym razem musiał uznać wyższość ciosu Lipińskiego. Nawet nie mam prawa być zły, dlatego nie podejmuję prób obrony. Mogę nawet nadstawić drugi policzek bo wiem, że na to zasłużyłem.
-Dałem ci jedną szansę i z niej nie skorzystałeś. Nie obchodzi mnie twoje tłumaczenie, więc sobie daruj. Masz się więcej nie zbliżać do mojej córki, bo tego pożałujesz. Pracujemy w jednym miejscu i z mojej strony możesz oczekiwać profesjonalizmu, ale po pracy lepiej żebyś nie wchodził mi i Toli w drogę, bo nie lubię się dwa razy powtarzać.-pierwszy raz widzę go takim. Na treningach i meczach to oaza spokoju. Jeśli jest dużo kontuzji w zespole i wszyscy zaczynamy panikować, on jeden podciąga rękawy swojego dresu i po prostu zabiera się do ostrej pracy, by postawić wszystkich na nogi. Teraz jest wyraźnie wściekły.
-Kocham Tolę i będę o nią walczył. Nie możesz mi tego zabronić i to nie chodzi o szansę od ciebie. Tej szansy co najwyżej może nie dać mi Tola, nie ty.-czy ja jestem mądry? Zamiast potulnie spuścić głowę, stawiam się człowiekowi, w którego niepozornym ciele kryje się zaskakująca siła, o której za chwilę znów mogę się przekonać.
-Myślę, że Tola ma swój rozum i zrozumiała już, że związek z tobą nic dobrego jej nie przyniesie. Gdyby tak nie było, to pewnie nie wybrałaby się na wspólny wyjazd z Pawłem. Ona stara się poradzić sobie z tym co się stało, więc to uszanuj i daj jej spokój.- jaki kurwa Paweł?!
-Ona się już z kimś spotyka?!
-A co cię to tak dziwi? Ty się z kimś spotykałeś, to ona nie może? Wesołych świąt, chodź jak tak patrzę na ciebie i twoje mieszkanie, to chyba nie ma w tobie świątecznego nastroju. Po rzeczy Toli przyjdę tu po świętach.-jak nic blefuje z tym Pawłem, bylebym tylko dał spokój jego córkę. Przecież to nie możliwe, by blondynka już sobie kogoś znalazła i do tego jeździła z nim na wyjazdy. Sam do niej zadzwonię i się wszystko dowiem. Szkoda tylko, że odrzuca moje połączenia sukcesywnie. Będę próbował do skutku, w końcu musi odebrać.
-Tola?

A co chciałeś się dodzwonić do Izy? Czego ty ode mnie chcesz
Złożyć mi życzenia świąteczne? Obejdzie się. Już zrobiłeś wszystko, by było wystarczająco zjebane, więc sobie daruj.

-Chciałbym z tobą porozmawiać. Możemy się spotkać? Najlepiej jeszcze dziś.

Właściwie to dobry pomysł. Spakuj wszystkie moje rzeczy do walizki i spotkajmy się w tej kawiarni przy naszym osiedlu.

-Nie możesz przyjść do mnie? Nie chciałbym wtajemniczać w nasze problemy całego osiedla.

Cenna uwaga. Dobrze, będę u ciebie przed 16. Cześć!

Tola rozmawiała ze mną zupełnie bezpłciowo, jakby mnie niezbyt dobrze kojarzyła. Cóż, mogłem się tego spodziewać. Do 16 mam czas, by ogarnąć mieszkanie. To sporo czasu, ale nie dla kogoś kto zapuścił mieszkanie tak, jak ja. Zabieram się do pracy od razu i idzie mi to całkiem nieźle. Może jak się jeszcze sprężę, to zdążę zrobić zakupy. Nie wiem tylko jak to będzie z kolacją wigilijną, bo ja nic nie mam, ale może są jakieś restauracje, które oferują świąteczny catering i skorzystam z takiej możliwości z pocałowaniem ręki. Dobrze, że prezenty kupiłem wcześniej. Wszystkie pomagała wybrać mi Tola. Tylko dla niej szukałem czegoś sam, by miała niespodziankę. Zdecydowałem się na zegarek ze srebrną bransoletką. Zapakowane pudełeczko stoi na ławie i czeka na przyjście blondynki. Wskazówka zegara nieubłaganie zbliża się do godziny 16, a ja odczuwam coraz większy niepokój, że to spotkanie nie przyniesie oczekiwanych przeze mnie rezultatów. Z drugiej strony nie mogę oczekiwać, że Tola od razu ze chce dać mi drugą szansę. Jestem gotowy na to, by o nią walczyć.

/Tola/

Nie sądzę, by pomysł z pójściem do Akhrema był najlepszy, ale z
drugiej strony muszę jakoś odebrać swoje rzeczy, a nie chcę w to
angażować taty, bo mogłoby się to źle skończyć. Poprosiłam
Pawła, by poszedł tam ze mną, a ten zgodził się właściwie bez wahania. Nawet się ucieszył, że zwracam się do niego z tą prośbą bo to znaczy, że mu ufam. Ufam, nie mam wyjścia. Kingi nie chcę obarczać swoimi problemami, bo ma ich sama wystarczająco dużo. Umówiłyśmy się, że spędzimy sylwestra w Gdańsku. Z tego co wiem ona i Michał umówili się, że Bąkiewicz rok 2014 przywita w Piotrkowie Trybunalskim, a ona w rodzinnym domu w Gdańsku. Sama chcę odwiedzić też mamę, bo tak nie ładnie z mojej strony jeśli całkowicie się od niej odetnę. Kocham ją i gdyby jeszcze znalazła sobie innego, bardziej wartościowego partnera niż obecny, to byłabym w stanie nawet w pełni zaakceptować sytuację, w której się wszyscy znaleźliśmy.
-Jeśli chcesz to pójdę tam sam i to załatwię.-no tak, trzęsące się dłonie nie są oznaką mojej pewności siebie, ale chcę się zasłaniać za Pawłem, tylko sama muszę do końca pozałatwiać swoje sprawy. Nie taki koniec wyśniłam dla siebie i Alka. Myślałam bardziej o tym, że będziemy starzeć się ramię w ramię, darząc się uczuciem. Może wzięlibyśmy ślub? Cały czas tliła się też we mnie nadzieja, że doczekamy się z Białorusinem wspólnego potomka. Gdzieś na dnie serca czułam, że w końcu zmięknie i zmieni zdanie. Cóż, bańka mydlana pękła, czar naszej miłości prysł.
-Dziękuję Paweł, ale muszę tam iść. Muszę mu spojrzeć prosto w oczy i powiedzieć, że to koniec.-cały czas jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale to mały szczegół. Wiem, że muszę być twarda i za wszelką cenę nie mogę się rozpłakać, bo wtedy on zobaczy, że nie jestem przekona co do słuszności swojej decyzji i być może będzie chciał mnie nakłonić do zmiany zdania. A może nie? Przez ostatni czas jakoś nie spieszył się, by o mnie walczyć, więc może i jemu to rozstanie jest na rękę? Jeszcze zanim związaliśmy się tak na poważnie mówił, że ceni sobie wolność i niezależność. O tym nie pomyślałam i ta myśl napawa mnie bólem.
-W takim razie chodźmy, bo spóźnimy się na wigilię.-spędzamy ją w mieszkaniu taty we czwórkę. Jutro z samego rana pani Grażynka i Paweł jadą w rodzinne strony, a my z tatą będziemy cieszyć się swoim towarzystwem. Nasza lodówka ledwo co pomieściła smakołyki przygotowane przez kobietę ojca, a do tego jeszcze w pobliskiej cukierni zamówiliśmy sękacza, który mi osobiście nierozerwalnie kojarzy się z Bożym Narodzeniem, bo mój dziadek cukiernik zawsze raczył nas tym specjałem przy świątecznym stole. Postanowiłam, że wezmę się za siebie i nie dopuszczam już do takich sytuacji, w których nie mam nic w buzi przez kilka godzin, bo wcześniej to bywało z tym różnie i właśnie przez to wylądowałam w szpitalu. Do dziś dnia nie wiem jak nam się udało uchować to w tajemnicy, ale tak jest lepiej, bo nie muszę mierzyć się z ciekawskimi spojrzeniami taty i Grażynki, gdy tylko siadam przy stole w celu konsumpcji.
-Gotowa?- zupełnie nie zauważyłam w którym momencie znaleźliśmy się pod drzwiami mieszkania Alka. Wzięłam głęboki oddech, wypełniając płuca mroźnym powietrzem. Skinęłam Pawłowi głową i wcisnęłam dzwonek. Bardzo szybko pojawił się w nich Alek. Zacisnął mi się żołądek, gdy go zobaczyłam. Potargane włosy, trzydniowy zarost i brak koszulki. Wytarte jeansy, opuszczone lekko na biodrach sprawiły, że ugięły się przede mną nogi i zapomniałam na moment, że przyszłam się z nim rozstać. Chyba ta rozmowa nie będzie miała sensu przy Pawle. Powinniśmy to załatwić bez świadków, w cztery oczy jak dorośli ludzie.
-Pomógłbym ci zanieść te rzeczy, nie musiałaś pana fatygować.-dopiero teraz spoglądam na twarz Białorusina, gdy już napatrzyłam się na jego wyrzeźbione ciało. Dostrzegłam rozciętą wargę. W tym momencie moje serce rozpoczęło walkę z rozumem. Pierwsze chce zapytać co się stało i czy nie boli, a drugie każe przejść nad tym do porządku dziennego, bo niby co to mnie może teraz obchodzić.
-Gdzie są rzeczy Toli? Chcielibyśmy je jak najszybciej zabrać i po sprawie.-obaj panowie zaczęli mierzyć się wzrokiem, co uznałam za kompletną dziecinadę. Nikt tu nie będzie się o mnie bił i pokazywał, kto jest górą w tym pojedynku.
-Myślałem, że porozmawiamy.-myślę, że to dobry pomysł. Tak odejść bez słowa to bez sensu. Wzięłam od Alka torbę i podałam ją Pawłowi. Zachowuję się trochę tak, jakbym zrobiła z niego prywatnego tragarza, ale między innymi w tym celu tu przyszedł, więc chyba się nie obrazi.
-Idź do domu, zaraz wrócę.-rozkazałam, jakbym miała do tego prawo. Oczywiście Paweł może iść gdzie chce pod warunkiem, że nigdzie nie posieje mojej torby. Widzę, że nie wychodzi z mieszania Akhrema z zadowoloną mina, ale jakoś mu to później wytłumaczę, że nie mogłam postąpić inaczej.
-Tola ja nie wiem jak mam cię przeprosić, jak wytłumaczyć to, co się stało. Uwierz mi, że przed twoim przyjściem układałem sobie jakiś scenariusz tego co powiem, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Może tylko to, że się nie poddam i będę o ciebie walczył. Kocham cię i nie wyobrażam sobie bez ciebie życia.-piękne słowa, ale nie wierzę mu. Nie jestem w stanie mu uwierzyć po tym co się stało. Wiem, że nigdy już nie byłabym w stanie zaufać mu tak, jak powinna ufać kobieta swojemu mężczyźni. Jak on chce na takiej nietrwałej podstawie coś budować?
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Myślisz, że zapomnę, że ci zaufam? Nie potrafię Alek. Tak bardzo ci wierzyłam, a ty mnie zawiodłeś. Lepiej będzie jeśli każde pójdzie w swoją stronę od tego miejsca, w którym jesteśmy teraz.-tylko gdzie my właściwie teraz jesteśmy? Niespełna 20-letnia dziewczyna ze złamanym sercem i 30-sto latek po przejściach, z dwójką dzieci i rozwodem na plecach. Czasami mi się wydawało, że tylko ja jestem w stanie przejść obok jego życiorysu spokojnie i nie spanikowałam na wiadomość, że razem z Alkiem biorę jego przeszłość.
-A ty jak to sobie wyobrażasz? Myślisz, że tak po prostu pozwolę ci odejść? Nie po tym co przeszliśmy Tola. Wiem, że cię skrzywdziłem i nawet nie wiesz jak mi jest wstyd. Najpierw nie mogę sobie darować tej jednej nocy z Izą, a potem tego, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej. Nie zrobiłem tego dlatego, bo zamknąłem tamten rozdział w momencie w którym się zorientowałem, że cię kocham. Wcześniej nie wiedziałem czy nam się uda i czy w ogóle coś z tego będzie.- tłumaczenie godne nastolatka, a nie dojrzałego mężczyzny.
-Nie wiedziałeś czy mnie kochasz, więc na wszelki wypadek wolałeś mieć Izę w obwodzie tak? Gdyby coś nie wyszło, to zawsze mógłbyś liczyć na seks bez zobowiązań. Boże Alek, ja sobie dopiero teraz zdałam sprawę jak ty przedmiotowo traktujesz kobiety. Widzisz tylko siebie i czubek własnego nosa. Byłam głupia myśląc, że się zmienisz, że coś zrozumiesz. Wiesz jak przez ten cały czas wyglądał nasz związek? Zawsze na pierwszym planie byłeś ty. Nie mówię tu o siatkówce i podporządkowaniu życia tej dyscyplinie, bo to jest odmienna kwestia i ja w pełni ją rozumiałam i szanowałam. Chodzi o takie sprawy dnia codziennego, o naszą przyszłość…
-Jasno postawiłem swoje zdanie w pewnych kwestiach, a ty się zgodziłaś. Dlaczego teraz zmieniasz zdanie? Chodzi o tego Pawła?- uśmiecham się na te słowa, ale jest to bardziej śmiech przez łzy. Chcę mu dać tak jakby szansę na to, by zrozumiał swoje błędy, ale on woli zajmować się teraz Pawłem i jakąś nieuzasadnioną zazdrość względem mnie.
-Kochałam cię i godziłam się na wszystko, bo nie chciałam cię stracić. Teraz wiem, że gra nie jest warta świeczki. Wesołych świąt Alek, powodzenia w nowym roku.-chciałam wyjść i rozpłakać się jak dziecko, ale on mnie złapał i mocno przygwoździł do swojego ciała. Próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku, ale w końcu dałam za wygraną. Ba, nawet pozwoliłam się całować, gdy usta Białorusina zaatakowały moje.
-Tak właśnie wyglądały wszystkie rozstania w romantycznych książkach, które czytałam. Nigdy nie przypuszczałam, że będę brała w nich udział. To koniec Alek.


~*~
...
Nie wiem co mam Wam powiedzieć. Chyba tylko "przepraszam" pasuje tu najlepiej...
Pozdrawiam :***

sobota, 31 stycznia 2015

XXX

/Michał/

Każdy mój dzień od miesięcy wygląda tak samo. Powoli zaczyna dopadać mnie frustracja, gdy podejmuję kolejne próby wykonania chociażby najmniejszego kroku, a wszystkie kończą się fiaskiem. Nie poddaję się i nie rezygnuję z intensywnych ćwiczeń, ale czasem mam gorsze chwile, w których chciałbym to wszystko rzucić w cholerę i wrócić do Polski. Gdyby nie Kinga pewnie dawno bym już to zrobił…
-Jesteś już spakowany? Przypominam ci, że za trzy godziny jedziemy na lotnisko.-moja dziewczyna uparła się, by spędzić święta w Polsce. Odradzałem jej ten pomysł jak mogłem, ale ona się uparła. Nie mam prawa jej się dziwić, że tęskni za rodziną i przyjaciółmi. Wszystko poświęciła dla mnie i dziecka, ale właśnie przez wzgląd na maleństwo myślę, że powinniśmy zostać na miejscu.
-Na pewno dobrze się czujesz? Nie chciałbym, by nasze dziecko urodziło się w samolocie.-na samą myśl po plecach przebiega mi gęsia skórka. Przecież to koniec 8.miesiąca. Niby jeszcze jest czas, ale sam lekarz radził się wstrzymać z podróżą aż do rozwiązania.
-Nawet nie próbuj mnie przekonywać, że nie powinniśmy lecieć. Czuję się bardzo dobrze. Do tego jeszcze do Polski na święta leci Łukasz i obiecał, że nam ze wszystkim pomoże, więc to doskonała okazja.-no tak. Łukasz Żygadło też przyleciał do Włoch, by skorzystać z opieki tutejszych lekarzy, bo pomoc w Rosji okazała się kompletną klapą.
-No już dobrze, tylko się nie denerwuj.-wyciągam spod łóżka walizkę i wkładam do niej rzeczy, które już wcześniej ułożyłem sobie na łóżku. Kalectwo nauczyło mnie systematyczności i nie odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę, bo kiedy człowiek ma ograniczone ruchy to z niczym by się nie wyrobił, a ja chcę zachować jak największy stopień samodzielności.
-Jeszcze nie zdecydowaliśmy gdzie spędzamy te święta. Rozmawiałam z Justyną i ona nie wyobraża sobie, że nie przyjedziemy do Gdańska. Z drugiej strony twoi rodzice i bracia też na pewno chcieliby spędzić z tobą trochę czasu.- sam bardzo za nimi tęsknię. O ile z braćmi mam kontakt przez Internet, o tyle rodzice z racji swojego wieku nie są już tak nowocześni i możemy liczyć tylko na rozmowy telefoniczne.
-A Beata? Słyszałem waszą rozmowę.-unikamy tego tematu jak ognia, bo Kinga do tej pory cały czas źle reaguje na wzmianki o swojej biologicznej matce. Raz tylko pokusiliśmy się o rozmowę, ale raczej to Lijewska chciała wiedzieć jak wyglądał nasz związek i czy aby na pewno nic nie czuję do Jakubowskiej. Kilka razy widziałem jak szatynka odrzuca połączenia od Beaty, aż w końcu wczoraj zdecydowała się na rozmowę, chociaż w sumie nie wiem czy te kilka minut można w ogóle nazwać rozmową.
-Nie zamierzam mieć z tą kobietą nic wspólnego, a już na pewno nie będę łamać się z nią opłatkiem. Wiem, że wigilia to noc cudów, ale ja w takie cuda nie jestem w stanie uwierzyć, że jeszcze kiedyś mogłybyśmy mieć normalne relacje. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będą święta w twoim rodzinnym mieście. Porozmawiam z twoją mamą i zapytam czy moi najbliżsi będą mogli przyjechać. Z Piotrkowa będzie mi lepiej spotkać się z Tolą.- tak czułem, że może chodzić także o to. Codziennie widzę jak Kinga tęskni za przyjaciółką, jak ociera łzy, gdy kończą rozmawiać przez skype`a.
-Na pewno moja mama się ucieszy i z przyjemnością przyjmie twoją rodzinę pod swój dach. Wiesz, może rzeczywiście ten wyjazd na święta do Polski to dobry pomysł. Już czas oczyścić atmosferę i spróbować się zintegrować, bo już nie długo na świecie pojawi się dzidziuś, który na zawsze nas połączy.-przyciągam do siebie Kingę i sadzam ją na kolanach. Tak naprawdę połączy nas znacznie więcej, ale o tym na razie myślę po cichu, nie mówiąc nikomu. Od dłuższego czasu biję się z myślami czy nie powinienem oświadczyć się Kindzie. Już nawet byłem u jubilera, ale ostatecznie nie zdecydowałem się na zakup pierścionka. Pomyślałem, że idealnie byłoby się oświadczyć ukochanej kobiecie, mogąc to zrobić na kolanach jak nakazuje tradycja, a ja na razie nie jestem w stanie tego zrobić. Rehabilitacja daje rezultaty, ale stanąć o własnych siłach jeszcze nie mogę.
-O matko! Ten nasz szkrab chyba nie zdaje sobie sprawy, że może być albo siatkarzem albo piłkarzem ręcznym, bo kopie mnie tak, jakby od maleńkiego chciał grać w Barcelonie.-do tej pory nie wiemy jakiej płci będzie nasze dziecko i wcale nie jestem nam to potrzebne do szczęścia. Wiemy natomiast, że będzie zdrowe i to jest dla nas najważniejsze. Chętnie bym odłożył to pakowanie na potem, ale samo się to wszystko nie zrobi.
-Skończmy pakowanie. Zaraz zadzwonię do Bogdana i poproszę go by po nas przyjechał na lotnisko, a ty skontaktuj się z Tolą i zaproś do Piotrkowa razem z Alkiem bo już widzę, że nie możesz się doczekać tego spotkania.- zatapiam twarz we włosach Kingi i całuję ją w czubek głowy. Szatynka z uśmiechem schodzi z moich kolanach i zaszywa się w łazience, a ja wracam do pakowania. Na samo dno walizki chowam prezent dla Kingi, jej ulubione perfumy z włoskiej perfumerii.
-Rany boskie Michał! Tola rozstała się z Alkiem!




/Tola/
Nie jem, nie śpię. Tylko płaczę. Nie, nie płaczę. Wyję dniami i nocami w sypialni ojca, czule przez niego tulona do piersi. Nie miałam gdzie iść, a nie chciałam wracać do Gdańska. Z podkulonym ogonem stanęłam w mieszkaniu taty i powiedziałam, że miał rację co do Alka. Nawet przez chwilę nie podejrzewałam go o to, że prowadził podwójne życie. Nie zamierzałam go rozliczać z przeszłości, bo sama nie byłam święta, ale od kiedy z nim byłam liczył się już tylko on. Kochałam go to do tego stopnia, że wszystko dla nie poświęciłam, a byłam zdolna poświęcić jeszcze więcej. Akceptowałam te jego chore zasady na temat dzieci, choć nie zgadzałam się z nimi. Wszystko po to, by być blisko niego, a on się mną po prostu bawił. Może dlatego nie chciał mieć ze mną dzieci bo wiedział, że nasz związek nie potrwa długo. Nie chciał się wiązać na stałe, bo przecież dzieci to właśnie robią, wiążą dwoje ludzi już na zawsze. Cały czas miałam nadzieję, że to wszystko jakiś zły sen, że Alek do mnie przyjdzie i powie, że to nie prawda. Przyszedł i powiedział, że mnie zdradził, ale zrobił to tylko raz, jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Ten jeden raz w zupełni wystarczy, by zachwiać moje zaufanie do Białorusina. I pomyśleć, że ja chciałam ułożyć sobie z nim resztę życia. Myślę, że kiedyś doszło by tego, że wzięlibyśmy cywilny ślub. Kto wie czy nie doczekalibyśmy się dziecka? Przecież tylko krowa nie zmienia swojego zdania. To wszystko mogę włożyć już pomiędzy bajki. Nie jestem w stanie wybaczyć zdrady. Mam za uszami różne relacje z mężczyznami, ale nigdy nikomu nie rozbiłam związku, bo brzydzę się zdradą. To o nią mam największy żal do mojej matki. To dlatego jestem dumna ze swojego ojca, że do końca małżeństwa był wierny kobiecie, która zdecydowanie wcześniej przyprawiła mu rogi. Dlaczego na swojej drodze nie mogę spotkać kogoś takiego jak tata?
-Córeczko tak nie można! Ty musisz coś jeść bo się wykończysz!- ojciec podnosi na mnie głos, gdy przychodzi do mojego pokoju i widzi na szafce nocnej tacę z nieruszonym jedzeniem. Nic nie poradzę na to, że nie jestem w stanie przełknąć nawet kęsa kanapki. Jedyne czym żyje przez ostatnie dni to rozpuszczalna kawa z odrobiną mleka i cukru. Myślę, że w białym proszku jest energia, która pozwala mi iść do łazienki za potrzebą czy usiąść na łóżku i napić się wody.
-Gdzie Grażyna?- chyba chciałabym z nią porozmawiać. Ona nie ma takich doświadczeń, bo jej mąż był wzorem jak mój tata, ale może byłaby w stanie dać mi jakąś wskazówkę na najbliższy czas. Mamy o to nie zapytam, bo ona to by się mogła co najwyżej dogadać z Alkiem, ale nie ze mną w tej kwestii.
-Wyszła do pracy. Paweł jest. Możesz chcesz z nim pogadać co? Wiem, że mnie nie możesz już słuchać.-nie chodzi o to, że nie mogę go słuchać, ale już mi się po prostu znudziły jego słowa. Cały czas mówi tylko o tym, że jak spotka Alka to nie ręczy za siebie. Nie chcę by miał przeze mnie kłopoty. Mimo wszystko też nie chcę, by Akhremowi stała się krzywda, a mój ojciec jest w stanie mu ją wyrządzić.
-A ty nie musisz wyjść? Mówiłeś, że przed dzień przed wigilią macie jeszcze trening.-tata to mówił czy Alek? To Białorusin ekscytował się długością wolnego czasu, jaka przypadła w tym roku siatkarzom Plus Ligi. Z moich oczu wypływają niechciane łzy. Tak bardzo nie chciałam się rozkleić przy tacie, ale niestety mi nie wyszło.
-Córeńko…-siada na brzegu łóżka i przyciąga mnie do siebie. W jego ramionach znajduję swoją bezpieczną przystań jak wtedy, gdy jako mała dziewczynka bałam się burzy, a tata przychodził i cały mój strach znikał. Teraz przez ułamek sekundy mi się wydaje, że wszystko będzie dobrze i się z tego podniosę, ale jest to ulotna chwila. Gdy tylko tata wychodzi z pokoju, ja znów zatapiam twarz w poduszce, próbując opanować kolejną już tego poranka falę płaczu. Może ten Paweł to nie jest najgorsza opcja? Od zawsze miałam tak, że chciałam całemu światu pokazać jaka jestem silna i wytrzymała. Może jak on tu przyjdzie i usiądzie w fotelu to będzie dla mnie impuls, by wziąć się w garść i wreszcie wstać z łóżka? Kiedy słyszę zamykające się za tatą drzwi, zakładam na siebie szlafrok i wychodzę na korytarz. Syn pani Grażynki siedzi w kuchni i robi sobie coś do jedzenia. Niepostrzeżenie wchodzę do niej i siadam przy stole.
-O matko…Ale mnie przestraszyłaś…-nie dziwię mu się. Na pewno wyglądam koszmarnie. Powinnam najpierw iść do łazienki i wziąć długi prysznic, a dopiero potem brać się za relacje międzyludzkie. Tyle, że ja nie potrzebuje żadnych rozmów i pocieszenia. Potrzebuję, by na mnie patrzył i ze mną był. Nie chcę być mimo wszystko sama, bo różne głupoty przychodzą mi do głowy.
-Właściwie to dobrze, że przyszłaś. Zrobiłem ekstra jedzenie, ale trochę dużo mi tego wyszło i sam nie dam sobie rady. Zaraz będę nakładał.-chcę otworzyć usta i powiedzieć, że nie mam ochoty na jedzenie, ale Skowroński mi przerywa.
-Ja wiem, że ten chuj cię skrzywdził i czujesz się fatalnie, ale na pewno nie jest warty tego byś miała się przez niego głodzić. Możesz płakać, nie wychodzić z domu i swojego pokoju. Możesz obgryzać paznokcie i nie dbać o to jak wyglądasz w danej chwili, ale nie możesz nic nie jeść, bo odbije się to na twoim zdrowiu, a do tego ja na pewno nie dopuszczę.-stawia przed moim nosem parujący posiłek. Nie wiem czy dobrze widzę, ale to chyba ryż i kurczak z przyprawą do gyrosa. Obok tego pojawia się kubek herbaty z miodem i cytryną. Wzięty przeze mnie widelec wypada ręki, a próba napicia się herbaty kończy się tym, że kubek rozsypuje się po kuchennej podłodze. Jest ze mną źle. Nie mam siły wziąć sztućców do ręki. Moje ciało drży. Znów płaczę. Najpierw cichutko, po chwili płaczę na cały blok.
-Dlaczego on mi to zrobił?! Dlaczego się nawet nie odezwał?! Czy ja naprawdę nic dla niego znaczyłam?! Byłam tylko zabawką w jego ręku?!-to, że nie mam ochoty na towarzystwo Alka nie znaczy, że nie chciałabym zobaczyć jego starania o to, by mnie odzyskać. Mój telefon nie zanotował żadnej wiadomości do niego, żadnego połączenia.
-Nie wiem czemu ci to zrobił, ale to nie jest twoja wina i nie wmawiaj sobie, że to ty zawiniłaś. To on na ciebie i na zasługuje i zrobię wszystko, by już nigdy się do ciebie nie zbliżył.-to będzie bardzo trudne. Musiałabym chyba wrócić do Gdańska, by nie wchodzić w jego drogę. Muszę się jeszcze wynieść z jego mieszkania, a nie zrobię tego bez jego wiedzy, bo jeszcze z tego wszystkiego zgubiłam klucze. Skoro nie mam siły zjeść, to pójdę do swojego pokoju i może się prześpię. Płaczę i śpię, na zmianę.
-Nie ma mowy. Skoro nie masz siły na to by zjeść, to cię nakarmię. Otwieraj grzecznie buzię.-Paweł usiadł naprzeciwko mnie i zaczął karmić. Na początku było mi trochę niezręcznie, ale teraz to w sumie jestem mu wdzięczna, że mnie zmobilizował do tego jedzenia, bo każdy kolejny kęs sprawiał, że czułam się zdecydowanie lepiej fizycznie. Psychicznie nic nie jest w stanie mi pomóc.
-Przyznaj, że świetny będzie ze mnie w przyszłości ojciec?-uśmiecha się do mnie jak to tylko on potrafi, a ja próbuję się wykręcić się od jego towarzystwa, bo nie mam ochoty na to, by rozmawiać o jego planach na przyszłość. Planach, które najwyraźniej pokrywają się z moimi.
-Dziękuję za śniadanie. Pójdę już do siebie.-podniosłam się z krzesła i momentalnie usiadłam na nim z powrotem. Wstawałam chyba zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie. Obok zaraz pojawił się Paweł. Wziął mnie w ramiona i zaniósł do łóżka. Przykrył kołdrą i usiadł w fotelu. Jest tak, jak chciałam wcześniej, ale jakoś nie czuję się teraz zbyt dobrze. Nie wiem czy opadające powieki to efekt tylko i wyłącznie braku snu w nocy czy ma to coś wspólnego z tym moim niejedzeniem przez ostatni czas.
-Tola! Tola, słyszysz mnie?!-słyszę, ale jakby przez mgłę. Otwieram szeroko oczy, ale nie widzę najlepiej. Chce mi się wymiotować. Cholera jasna! To chyba nie jest ciąża?!
-Dzwonię po pogotowie!-dzwonie, dzwonie…Dzwoni to mi coś w głowie. Szybko leci czas. Dopiero Paweł mówił o pogotowiu, a już jadę białym korytarzem, mrużąc oczy od natrętnych lamp zawieszonych na suficie. Obok mnie cały czas podąża Paweł, trzymając za rękę. Od razu w karetce musiałam dostać kroplówkę bądź zastrzyk, bo teraz jestem znacznie mocniejsza niż w domu, gdzie ciężko było się ze mną porozumieć.
-Musi pan tu zostać, zabieramy panią Lipińską na badania.-Paweł znika, wyciągając swoją dłoń z mojej dłoni. Badań jest mnóstwo. Pobrali mi krew, zmierzyli cukier i ciśnienie, zrobili EKG i rezonans magnetyczny. Wszystko na cito i wszystko w jak najlepszym porządku. No może ta krew i cukier, ale szybko wyjaśniłam, że w ostatnim czasie nie jadłam zbyt regularnie i wartościowo. Zapewniłam też, że w przeszłości nie miałam takich incydentów, więc można to uznać za nic nieznaczący akcent. Na wszelki wypadek zrobili mi też badanie USG, by wykluczyć ciążę, ale tego akurat byłam pewna jak niczego na świecie. Nie ma w tym momencie takiej możliwości, bym była w ciąży, bo pigułki łykam regularnie. To zonaczy łykałam, bo ostatnio się zdenerwowałam i wyrzuciłam opakowanie do kosza. Nie muszę już nikomu ulegać. Od dziś robię wszystko to, na co mam ochotę i co uważam za słuszne. Jeśli w przyszłości poznam jakiegoś mężczyznę, który nie będzie chciał mieć dzieci, to po prostu go zostawię i poszukam kogoś, kto tak samo jak ja będzie pragnął szczęśliwej rodziny. Na Boga! Muszą być na tym świecie faceci, którzy mają takie aspiracje.
-Ma pani anemię, ale jeśli obieca pani, że wróci do racjonalnego odżywania to jestem skłonny wypisać panią już jutro. Dzisiejszej nocy wolałbym panią zatrzymać jeszcze do obserwacji, gdyby ten incydent miał się powtórzyć, ale nie sądzę.-też jestem zdania, że już nie będę tracić przytomności w najbliższym czasie i trochę mi nie w smak, że muszę tu przenocować, ale dla świętego spokoju nie będę się wypisywać na własne żądanie.
-Ten pan cały czas tu siedzi i czeka aż będzie mógł do pani wejść. Mam go wpuścić?- Paweł jest cały czas tutaj?! Prawie 5 godzin trwały moje badania, więc myślałam, że syn pani Grażynki pojechał już do domu. Dziwiłam się tylko, że nie ma tu taty, ale z drugiej strony to dobrze, bo nie chcę go denerwować. Może uda mi się ukryć przed nim tę hospitalizację? Jeśli Paweł się nie wygadał, to istnieje taka możliwość.
-Tak, niech wejdzie.-pielęgniarka wychodzi, a zaraz po niej obok mojego łóżka pojawia się Paweł. Przyniósł mi butelkę wody i coś do zjedzenia. Rzeczywiście jestem jakaś głodna i chętnie coś zjem.
-Dzwoniłeś do taty albo mamy?-pytam między jednym a drugim kęsem pysznej drożdżówki z makiem. Nawet bym nie pomyślała, że mam na nią taką ochotę.
-Próbowałem się dodzwonić, ale mi się nie udało. Mam spróbować jeszcze raz?- kiwam od razu głową, by tego nie robił. Wtajemniczam go w swój plan. Obiecałam, że jeśli pomoże mi trochę nagiąć rzeczywistość tu upiekę mu murzynka, za którym tak przepada. Ustalaliśmy, że zaraz zadzwonię do taty i powiem mu, że Paweł zabrał mnie do Tarnowa, skąd pochodzą jego dziadkowie ze strony taty, by pokazać mi miejsca z dzieciństwa. Jeśli będą pytać o nocleg to powiemy, że nocujemy u jego kolegi. To na wypadek, gdyby pani Grażyna chciała zadzwonić do swoich teściów.
-Dziękuję ci za wszystko Paweł. Właśnie takiego brata chciałam mieć. Całe życie zazdrościłam Kindze rodzeństwa, a teraz moje marzenie się spełnia. Jeszcze raz wielkie dzięki.- przytuliłam się do niego. Przez ten czas nie pomyślałam o Alku, a to już sukces i w dużej mierze zasługa sympatycznego blondyna, który przebojem podbija moje serce. 


~*~
Napiszcie czy chcecie być informowane, to dla mnie ważne,
Pozdrawiam :***

sobota, 8 listopada 2014

XXIX

/Tola/
Nawet nie wiem kiedy w kalendarzu pojawił się grudzień i przyszło nam myśleć o świątecznych przygotowaniach. Przez ten czas, kiedy odebrałam wyniki matur i dostałam się na studia w Rzeszowie, wiele się zmieniło. Po pierwsze sama przeprowadzka do stolicy Podkarpacia pociągnęła za sobą szereg zmian. Musiałam odciąć pępowinę od Kingi. Nie było to takie proste, jak mi się na początku wydawało. Byłam przekonana kilka miesięcy temu, że łatwiej uda mi się przeżyć tę rozłąkę i dzielącą nas odległość, ale bardzo się pomyliłam. Czasami mam wrażenie, że zostawiłam ją w momencie, w którym najbardziej potrzebowała mojej pomocy. Przyjaciółka na razie porzuciła chęć studiowania na rzecz opieki nad Michałem. Kiedy Bąkiewicz wyszedł ze szpitala szukała dla niego przeróżnych form dojścia do sprawności. Przez pewien czas przebywał w jednej z najlepszych klinik rehabilitacyjnych we Wrocławiu, ale terapia nie przynosiła oczekiwanych rezultatów. Po konsultacjach i namowach ze strony jednego z lekarzy prowadzących, Michał zgodził się wyjechać na leczenie do Włoch. W jednym ze specjalistycznych szpitali obiecano mu, że nie takie przypadki wychodziły z budynku o własnych siłach, zatem jest nadzieja, że Bąkiewicz odzyska sprawność. Kinga nie wiele myśląc, wsiadła do samolotu i poleciała za ukochanym. W ogóle muszę powiedzieć, że Lijewska bardzo się zmieniła. Na pewno wydoroślała, ale stała się też taka zamknięta w sobie. Stara się ze wszystkim radzić sama, jakby chciała pokazać całemu światu jaka jest dorosła. Myślę, że jest to w pewien sposób manifest skierowany w stronę pana Marcina, by przekonać go, że nie pomyliła miłości z zauroczeniem i to, co łączy ją z siatkarzem jest czymś wyjątkowym. Tak naprawdę to nie wiem jak Michałowi idzie rehabilitacja, bo nasz kontakt nieco osłabł, ale mam nadzieję, że przylot pary na święta pozwoli mi dowiedzieć się czegoś więcej na temat stanu jego zdrowia. Może teraz powiem coś o sobie? U mnie i Alka bez zmian, czyli cudownie. Oczywiście są zgrzyty i trzaskanie drzwiami, ale dla przeprosin w wykonaniu bruneta warto się czasem pokłócić. Poza tym Alek stara się pokazać mi, że się zmienił, że romanse wywietrzały mu z głowy. Co prawda lekko podnosi mi się ciśnienie, gdy spóźnia się z powrotem do domu, ale mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że mu ufam. Poza tym nie zmieniło się jego podejście jeśli chodzi o dziecko. Ja też już przestałam go o to pytać. Chyba pogodziłam się z faktem, że nie zostanę matką. Alek pilnuje zabezpieczenia przed ciążą bardzo starannie. Chciał mnie nawet namówić na zastrzyki, ale się nie zgodziłam. Obiecałam, że będę przestrzegać przyjmowania tabletek i to mu musiało wystarczyć. Jest jeszcze coś, co zmieniło się w moim życiu, mianowicie mój tata i jego nowy związek. Już dawno pogodziłam się z tym, że rodzice nie zrobią mi tej przyjemności i nie staną się z powrotem kochającym się małżeństwem. Cieszę się, że tata także układa sobie życie u czyjegoś boku, bo już tyle razy powtarzałam, że taki facet to skarb. Grażynka, bo tak ma na imię nowa pani serca mojego ojca, to niezwykle miła i ciepła osoba. Jest taka normalna i swojska. Mogłabym o niej opowiadać bez końca. Jest wdową od bodajże 13 lat. Jej mąż zmarł na raka. Sama wychowywała syna, który w tej chwili ma 21 lat i jest niesamowity jak jego matka. Całe życie byłam jedynaczką, to może w końcu uda mi się spełnić marzenie o starszym bracie. Paweł także okazuje zadowolenie na myśl o tym, że możemy stać się rodzeństwem. Najmniej zadowolony jest Alek, ale ja nic nie mogę poradzić na jego zazdrość, bezpodstawną zresztą.
-Kochanie, wróciłem!- słyszę. Zdążył już pewnie narobić syf w przedpokoju. Nie wiem czy kiedykolwiek zdołam go nauczyć porządku. Tyle razy go prosiłam, by zostawiał buty obok drzwi, a torbę zanosił prosto do łazienki. Nie daj Bóg jeśli Alek odruchowo do torby treningowej wrzuci telefon albo portfel. Wtedy mogę być pewna, że zanim wrzucę wszystko do pralki, będę najpierw musiała zebrać rzeczy z podłogi.
-Alek ile razy mam ci powtarzać żebyś nie robił takiego syfu?! Co ty myślisz, że ja nogi na loterii wygrałam?- kucam, by pozbierać brudne skarpetki i przepocone ubrania z nadzieją, że w końcu coś do niego dotrze, ale nie wiem czy będę miała tyle szczęścia.
-Co powiesz na sylwestra w Wenecji? W tym roku tak układa się kalendarz ligowy, że spokojnie możemy zafundować sobie taką podróż. Rozmawiałem z kilkoma chłopakami i myślę, że uda nam się zebrać ciekawą paczkę na wyjazd. Piszesz się na to?- patrzę na niego jak na wariata. Z jednej strony wszystko fajnie, bo Wenecja to pewnie wymarzone miejsce na to, by witać nowy rok w gronie ukochanego mężczyzny i przyjaciół, ale z drugiej strony właśnie w tym czasie będzie w Polsce przebywać moja przyjaciółka i mam tak po prostu zrezygnować ze spotkania z nią dla kilkudziesięciu godzin zabawy we Włoszech?
-Przecież wiesz, że na święta i sylwestra do Polski wraca Kinga i Michał. Myślałam, że z nimi jakoś spędzimy ten czas…- szczerze to nawet nie wiem czy oni będą w Gdańsku czy w Piotrkowie Trybunalskim. Próbowałam się skontaktować z Kingą i dowiedzieć coś na ten temat, ale nasza ostatnia rozmowa nie trwała zbyt długo, a ona sama jeszcze dokładnie nie wiedziała gdzie się zatrzymają. Jedno jest pewne, że Lijewska nie chce się spotkać ze swoją biologiczną matką, a z tego co wiem, to ona właśnie przebywa w rodzinnym mieście Bąkiewicza.
-Jezu Tola…-Akhrem przewrócił oczami. Nie pierwszy zresztą raz, gdy tylko wspomniałam o przyjaciółce. Kompletnie go nie rozumiem. Przecież już od jakiegoś czasu przestałam żyć życiem Kingi, zajęłam się w zupełności naszym. Staram się łączyć dzienne studia z prowadzeniem domu i jeszcze od czasu do czasu udaje mi się znaleźć chwilę na to, by wpaść na Podpromie i mu pokibicować.
-Czy to takie dziwne, że chce się zobaczyć z przyjaciółką? Ty ze swoimi kolegami widzisz się prawie codziennie, a ja z Kingą nie widziałam się już prawie pół roku. Tak trudno to zrozumieć?- liczę, że zadziała tu jego rozsądek.
-Dziwne jest to, że twój facet proponuje ci romantyczny wyjazd do Wenecji, a ty wolisz kisić się w Polsce. Nie rozumiem tego…
-Jeśli ty wypad z kolegami z zespołu nazywasz romantycznym wyjazdem to chyba naprawdę inaczej pojmujemy romantyzm. Po drugie nie zamierzam się kisić w Polsce tylko spotkać z przyjaciółką, która znaczy dla mnie więcej niż kilka uliczek zalanych wodą we Włoszech. Jeśli tego nie rozumiesz, to spakuj walizkę i jedź. Przypominam ci tylko, że jeszcze w grudniu z Grodna mają przyjechać twoi rodzice z chłopcami, więc może ładnie z twojej strony byłoby ich przywitać, bo ja w tym czasie będę się kisić w podróży pociągiem do przyjaciółki.-a było tak fajnie…


/Alek/
Rozmowa z Tolą wyprowadziła mnie z równowagi do tego stopnia, że wyszedłem z mieszkania z hukiem. Chciałem jak człowiek wyjechać ze swoją dziewczyną na sylwestrowy wypad, a dla niej ważniejsza jest przyjaciółka i jej problemy. Właśnie przed tym chciałem ją ustrzec. Wiem, że po powrocie Kingi i Michała w naszym mieszkaniu nie będzie już innego tematu rozmów jak tylko ciąża i cykl rehabilitacyjny. To nie jest tak, że nie mam serca, bo mi także zależy na tym by wymienionej przeze mnie parze wszystko pomyślnie się ułożyło. Chodzi o to, że chciałbym mieć czas tylko dla siebie i Lipińskiej. Może do Wenecji nie pojechalibyśmy sami, ale zawsze to lepsza odskocznia od tego co tu na miejscu. Aż sam przed sobą już jakiś czas temu przyznałem, że wsiąkłem w ten związek bez reszty. Z początku chciałem trzymać choć odrobinę dystansu, mając poprawkę na to, że coś może się nie udać i znów przyjdzie mi zaczynać wszystko od zera. Z czasem zrozumiałem, że tak źle być nie musi, a związek z Tolą ma na mnie dobry wpływ. Czy można powiedzieć, że się w końcu wydoroślało, mając prawie 31 lat na karku? Tak się właśnie czuję. Już nie wodzę za spódniczkami na ulicy i nie rozglądam się po hali w celu zlokalizowania pięknych kobiet. Szalona blondynka z Gdańska jest w centrum mojego świata i to się nigdy nie zmieni. Może i oszalałem na stare lata, ale zacząłem nawet po cichu myśleć o tym, by się oświadczyć. Nogi same poniosły mnie do baru, w którym tak dawno mnie nie było. Zaraz po rozwodzie z Natalią spędzałem tu sporo czasu. To jedno z ulubionych miejsc Izy, do których ją zabierałem.
-Kogo moje oczy widzą? Wyszedłeś po pieczywko na kolację i po drodze chciałeś się rozerwać przy piwku czy może zrozumiałeś, że nie nadajesz się do życia, do którego zmusiła cię ta blond nastolatka?- nie kryję zdziwienia, widząc za barem byłą kochankę. Wydawało mi się zawsze, że ta kobieta nie potrafi robić nic innego poza leżeniem bądź oddawaniem się przyjemności zakupów. Aż nie mogę uwierzyć, że widzę ją tutaj w fartuchu, z nieułożonymi włosami i paznokciami niemiłosiernie zapuszczonymi. Nie reaguję na jej złośliwości, bo nieopisaną radość sprawia mi jej widok w takim położeniu.
-Bida zaświeciła w oczy? Muszę ci powiedzieć, że do twarzy ci w tym fartuszku. Możesz mi przynieść piwo?- doskonale pamiętam jej złośliwości kierowane pod adresem Toli i naszego związku, gdy definitywnie kończyłem z nią znajomość. Miałbym teraz odpuścić okazję odegrania się na niej? W życiu. Usiadłem w takim miejscu, by móc podziwiać zgrabne ruchy Izy za barem. Wyraźnie się złościła, a mnie bawiły jej nerwowe ruchy. Człowiek to jednak lubi oglądać innych w sytuacjach, w których sam nie chciałby być oglądany. Nie żebym miał coś do bycia barmanem, bo to praca jak każda inna, ale ja doskonale wiem, że dla niej to jest po prostu spadek z piedestału na którym znajdowała się jeszcze jakiś czas temu.
-Musisz mi to robić?- przychodzi i stawia przede mną kufel z piwem, o mały włos nie wylewając na mnie zawartości.
-Nie wiem o czym mówisz. Przyszedłem i chcę się napić piwa. Nie miałem pojęcia, że tu będziesz. Twoje zdrowia królowo życia.- powiedziałem z sarkazmem, przypominając sobie użyte przez Izę określenie, gdy jeszcze mieliśmy płomienny romans. Moje słowa zdenerwowały ją jeszcze bardziej, ale już nie skupiałem się na tym jak miota się za ladą baru. Upiłem pokaźny łyk chmielowego napoju i zacząłem zastanawiać się nad tym co miało miejsce w naszym mieszkaniu. Trochę przesadziłem. Powinienem rozumieć, że Tola chce skorzystać z okazji i spędzić trochę czasu z przyjaciółką, ale ona też powinna zrozumieć mnie, że chcę odpocząć. Nie wiem teraz czy coś z tego w ogóle wyjdzie, bo ja zapomniałem o przyjeździe moich rodziców. Już dawno się zapowiedzieli, że przyjadą do mnie na święta, ale jakoś tak wyleciało mi to z głowy. Mi wyleciało, ale Tola o wszystkim pamięta i ma rękę na pulsie. Ile razy bez niej zapomniałbym butów na trening albo ważnych dokumentów potrzebnych na przelot samolotem z Resovią w celu rozegrania meczu z zagranicznym klubem. Może faktycznie ta Wenecja poczeka, a my spokojnie zajmiemy się ugoszczeniem moich rodziców oraz spotkaniem z Kingą i Michałem.
-Od kiedy alkohol rozwiązuje problemy?- ni stąd ni zowąd do mojego stolika przysiadła się Tola. Skąd wiedziała, że tu będę? A faktycznie, kiedyś mówiłem jej, że to jedno z moich ulubionych miejsc w Rzeszowie, gdzie można spokojnie napić się piwa i mieć pewność, że nikt nie zrobi mi zdjęcia i nie obsmaruje następnego dnia w plotkarskim portalu internetowym.
-Musiałem wyjść i ochłonąć. Nie planowałem piwa, ale jakoś tak samo wyszło. Tola przepraszam, nie chciałem się tak zachować. Możesz pomyśleć, że mam w dupie twoich przyjaciół, ale to nie jest prawda. Szczerze ci powiem, że zapomniałem też o przyjeździe moich rodziców, a w tej sytuacji nie będę się gził po Wenecji. Zostaniemy w Rzeszowie i wspólnie spędzimy sylwestra. Zaprosimy Kingę z Michałem i kilka innych zaprzyjaźnionych par. Co ty na to?-Lipińska splotła swoją dłoń z moją, więc chyba mogę liczyć na to, że zażegnaliśmy ten bezsensowny konflikt. Mam też kilka pomysłów na to jak przeprosić Tolę za swoje zachowanie, ale w tej sytuacji musimy już wracać do domu, bo ten sposób wymaga naszego łóżka i nieco bardziej intymnego otoczenia.
-Kogo moje oczy widzą? Ty pewnie jesteś Tola, obecna dziewczyna Alka?- o mój Boże, tylko nie to. Dosiadła się do nas Iza. Usiadła obok blondynki i objęła ją ramieniem. Już wiem, że za chwilę będę żałował swoich docinek kierowanych pod jej adresem, bo teraz to ona ma przewagę i może mi się tak odgryźć, że zapamiętam to na długo.
-My już wychodzimy.-podnoszę się od stolika i próbuję jak najszybciej wyprowadzić stąd Tolę, ale nie jest to takie proste.
-Nie przedstawisz mnie? No nic, zrobię to sama. Jestem Iza. Sypiałam z twoim chłopakiem zanim jeszcze uświadomił sobie, że cię kocha. Nie muszę ci chyba mówić, że po spotkaniach z tobą czasem zdarzało mu się wylądować w moim łóżku?- zamykam oczy, chcąc zapaść się pod ziemię. Raz jedyny spałem z Izą, gdy spotykałem się już z Tolą, ale to było właśnie wtedy, zanim zacząłem sobie uświadamiać, że ją kocham i nie jest mi obojętna. Potem to Iza próbowała mnie uwieść, ale ja się nie dawałem. Setki razy chciałem o tym powiedzieć blondynce, ale nigdy nie starczało mi odwagi. Bałem się, że źle to odbierze i opacznie zrozumie.
-Możesz mi powiedzieć co ona wygaduje?- chciałbym od razu zaprzeczyć, że to nie prawda, ale tylko uciekam wzrokiem, spuszczając go na buty. Właśnie w tym momencie się przyznałem do tego, że zachowywałem się nie fair. Tola wyrywa się z mojego uścisku i wybiega z baru. Kilka par oczu patrzy na nas, jakby przed ich oczami rozgrywała się scena z jakiegoś taniego soap opera.

-Tyle razy Ci mówiłam, że ze mną się nie zadziera, bo summa summarum ja i tak zawsze wygrywam i stawiam na swoim. Teraz leć i przepraszaj tą swoją małolatę. Uważaj tylko żeby cię nie posądzili o pedofilię.-wybiegam prawie natychmiast za Tolą, ale już nigdzie jej nie widzę. Próbuję się do niej dodzwonić, ale sukcesywnie odrzuca ode mnie połączenia, by w końcu wyłączyć telefon na dobre. I niech mi ktoś powie, że przez to jedno głupie piwo straciłem miłość swojego życia, to chyba się zabiję!


~*~
Nie chcę tego wymawiać głośno, ale chyba wyrosłam z opowiadań...:(

sobota, 25 października 2014

XXVIII

/Kinga/
Roześmiałam się w głos. Niby jak miałam zareagować na taką informację? Oczywiście na początku uznałam ją jako głupi żart. Prędzej bym się spodziewała, że to jakaś kochanka Michała, a nie moja mamusia. To się kompletnie nie trzyma kupy.
-A tak poważnie? Nie bawią mnie takie żarty, więc przejdźcie do rzeczy i powiedźcie o co chodzi.- instynktownie usiadłam na krześle, gdybym miała słabiej się poczuć po usłyszanych rewelacjach. Michał się w ogóle nie odzywa. Zachowuje się tak, jakby już o wszystkim wiedział.
-Córeczko to prawda. Beata to twoja matka. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że tworzyła związek z Michałem. Nie mówiłem ci, bo nie chciałem mieszać i tak już niełatwego życia. To Michał uświadomił nam, że powinnaś poznać prawdę jak najszybciej.-dobrze zrobiłam, że usiadłam, bo nie wytrzymałabym tego na własnych nogach. O swojej biologicznej matce nie wiem nic poza tym, że zostawiła mnie, gdy byłam niemowlakiem. Nie mogę w żaden sposób odnaleźć w głowie jej twarzy, bo nie widziałam jej na żadnym zdjęciu, nawet nie znałam jej imienia. Aż do teraz gdy dowiedziałam się, że moja matka była dziewczyną mojego chłopaka. Nie trzyma się to w żadnym wypadku kupy i po prosty czekam tylko na to aż ktoś mnie uszczypnie i powie, że to tylko jakieś głupie żarty, jakiś beznadziejny dowcip.
-Moją matką była, jest i będzie Justyna. Nigdy się to nie zmieni.- nie przetrawiłam chyba jeszcze do końca wypowiedzianych przez ojca słów. Potrzebuję kilku chwil. Ale właściwie do czego potrzebny mi jest ten czas? Na zmianę reakcji? Na rzucenie się z radością w ramiona kobiecie, której tak naprawdę nie znam? Nie działa we mnie zupełnie ten biologiczny zew, który każde dziecko czuje do swojej matki. Odkąd sięgam pamięcią jest przy mnie Justyna i choć mam świadomość, że to nie ona mnie urodziła, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Była przy mnie w każdym najważniejszym momencie życia.
-Nie chcę mieszać w twoim życiu. Nie chcę mieszać w waszym życiu. Chcę żebyście wiedzieli, że z mojej strony nic wam nie grozi. To nie łatwa sytuacja i samej mi jest ciężko się w niej odnaleźć. Będzie lepiej jeśli na tym etapie zniknę na dobre z waszego życia.-doszukuję się czegoś w jej głosie. Jakiegoś podobieństwa do mojej barwy głosu i znajduję. Nie tylko głos. Jestem do niej podobna. Mam takie same włosy, taki sam nos. Oczy? Oczy chyba po ojcu, ale to kwestia dyskusyjna. Naprawdę jestem jej córką.
-Już chyba wiem po kim odziedziczyłam egoizm. Cały czas mówi pani tylko o sobie. Zostawiła mnie pani też z egoizmu, więc rzeczywiście lepiej będzie, jeśli zostawi nas pani w spokoju. I Michała też proszę zostawić w spokoju, bo to mój chłopak. W przyszłości zostaniemy rodzicami.- kiedy wyjdę ze szpitala to od razu udam się do kościoła, by podziękować Bogu za to, że powstrzymał mnie przed największym błędem, jakiego mogłam się dopuścić. Chciałam zrobić jeszcze coś gorszego niż moja biologiczna matka. Chciałam zabić swoje dziecko, ale teraz już wiem, że nie ma niczego ważniejszego od życia. Można nie opływać w bogactwa, można mieć wszelakie problemy, ale najważniejsza jest możność posiadania życia. Na przykładzie Michała i jego wypadku wiem, jak nie wiele brakuje czasem, by je zakończyć. Trzeba robić wszystko, by je chronić. Nawet jeśli pojawia się na świecie niespodziewanie to ono już jest i nie wolno go krzywdzić.
-Przepraszam za to co zrobiłam. Już nigdy więcej cię nie skrzywdzę…- czy da się mnie bardziej skrzywdzić? Chyba już wszystko przeżyłam i teraz może być już tylko lepiej. Moje życie to jakaś kiepska podróbka „Mody na sukces”. Nie przypuszczałam, że w życiu mogą przydarzyć się tak nieprawdopodobne scenariusze, ale jak widać niezbadane są wyroki i nie nam je oceniać czy rozważać. Beata wyszła, zostawiając naszą trójkę. Nikt się nie odezwał. No bo niby co tu powiedzieć? Utknęliśmy w martwym punkcie, w śmiesznym trójkącie. Mój chłopak był w związku z moją matką, która zostawiła mnie i mojego ojca. Z tego wszystkiego się najpierw roześmiałam w głos, a potem rozpłakałam równie głośno.
-Kinga nie płacz, to nic nie da. Przepraszam, że tyle czasu to przed tobą ukrywałem, ale wydawało mi się, że tak będzie dla ciebie lepiej. Mieliśmy poukładaną i myślę, że mimo wszystko szczęśliwą rodzinę. Ty pokochałaś Justynę jak matkę i nie pytałaś o kobietę, która cię urodziła. Dla mnie samego nie był to łatwy temat. Nie miałem przez ten cały czas z Beatą żadnego kontaktu. Spotkaliśmy się przypadkiem jakiś czas temu, gdy chciałem odwiedzić Michała w szpitalu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że on i Beata tworzyli kiedyś parę…- nie mam powodu, by mu nie wierzyć. Zawsze był ze mną szczery. To ja oszukiwałam i rozrabiałam, nie ułatwiając nam już pogmatwanego życia.
-Ja znów nie miałem pojęcia, że Beata to twoja matka. Nigdy mi nie mówiła, że urodziła dziecko, że je zostawiła. Mimo wszystko dla mnie nie ma to żadnego znaczenia. Kocham ciebie i właśnie ze względu na tą miłość nie zamierzam się poddawać. Będę się rehabilitował, będę pierwszy pojawiał się na ćwiczeniach i ostatni z nich wychodził. Obiecuję ci, że kiedyś zabiorę ciebie i dziecko na spacer. Będę kroczył u twojego boku krok w krok, niosąc na baranach pucułowatego Bączka. Pasuje ci taki układ?- czy mi pasuje? Ten związek to moja jedyna pewna przystań w życiu.
-Mogę cię pocałować?- Michał rozkłada ochoczo ręce, a ja na oczach mojego ojca zarzucam swoje ręce na jego szyję i całuję namiętnie. Staruszek nie krząka. Po prostu wychodzi i zostawia nas samych. Dla nas wszystkich to naprawdę dużo jak na jeden raz. Ja właśnie przy Bąkiewiczu staram się odreagować. Co ma zrobić tata? Powinien jak najszybciej wrócić do domu i zabrać gdzieś Justynę i dzieciaki. Nie mogę tego wszystkiego ogarnąć. Mam wrażenie, że żyję nie swoim życiem. Przez tyle lat wszystko było jako tako poukładane. Fakt, miałyśmy z Tolą szalone pomysły i nie zawsze kończyły się dla nas dobrze, ale wracałam do swojego pokoju na piętrze rodzinnego domu i miałam wszystko w dupie. Co miesiąc na mojej karcie pojawiał się przelew z Niemiec od taty. Do tego wszystkiego dorobiłam sobie kilka groszy w kwiaciarni Justyny. To wszystko potrafiłam przepuścić na jednym wypadzie po gdańskich centrach handlowych. To się nazywa beztroska, której teraz muszę się tak gwałtownie wyzbyć. Już nie będę mogła wybrać się spontanicznie za granicę czy mecz siatkówki. Wszystkie decyzje będę musiała konsultować z Michałem, biorąc pod uwagę maleństwo. Nie wiem czy jestem na to gotowa, ale będę musiała się tego nauczyć. Chcę się tego nauczyć, nie mam wyjścia.
-Razem to wszystko ogarniemy, ale teraz będę musiał cię zostawić, bo mam zajęcia z fizjoterapeutą. Obiecałem, że wrócę do formy i słowa dotrzymam. I wiesz o czym jeszcze pomyślałem? Skoro nie będę mógł już nigdy grać w siatkówkę to przynajmniej zorganizuję mecz pożegnania, na którym ostatni raz odbiję piłkę. Kto wie, może nawet wykonam atak?- faktycznie przy jego łóżku pojawiła się pielęgniarka, która dała nam chwilkę na pożegnanie. No tak, dziś już się raczej nie zobaczymy. Cieszę się, że jest w nim tyle życia. Cholera…on się taki zrobił po wizytach ma…Beaty. Jak ja mam o niej mówić? Co ja mam o niej myśleć? Mam jedną wielką pustkę, ale ogarnę się. Wrócę do domu, prześpię się ze wszystkim i jutro może będzie lepiej. Kurwa! Jakie lepiej?!



/Alek/
W niemałym szoku jadę do rzeszowskiego szpitala po telefonie jaki otrzymałem od Natalii. Nie miałem pojęcia, że moja była żona potrzebuje hospitalizacji, że na coś choruje. Zawsze była okazem zdrowia w naszej rodzinie. Wszyscy mogliśmy borykać się z paskudnymi przeziębieniami, a ona zachowywała zdrowie i opiekowała się nami. O swoich planach powiedziałem Toli, a ona przyjęła to wszystko spokojnie. Odniosłem takie wrażenie jakby spodziewała się tego telefonu od mojej byłej żony.
Zaparkowałem samochód i udałem się szpitala. Dokładnie poinstruowany przez Natalię wiedziałem gdzie mam iść i nie potrzebowałem niczyjej pomocy. Sala blondynki znajduje się na oddziale chirurgicznym. Zupełnie nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, ale mam nadzieję, że za chwilę wszystkiego się dowiem.
-Przyjechałem jak prosiłaś. Co się dzieje Natalia? Jesteś chora?- nie, nie jest chora. Chciała trochę odpocząć i pomyślała, że najlepiej uda jej się to zrobić w szpitalu. Czasem się zastanawiam co ja mam w tej głowie, że nie zawsze potrafię korzystać z mózgu tak, jak trzeba.
-Dziękuję ci, że przyjechałeś. Usiądź, bo musimy porozmawiać.-domyślam się, że nie przyjechałem tu na typowe odwiedziny. Była żona dobrze wie, że nie jestem zwolennikiem przebywania w szpitalu dłużej niż jest to konieczne, bo każdy pobyt tutaj przypomina mi o wszystkim kontuzjach i urazach, a trochę ich już było.
-Powiedz mi co się dzieje, bo zaczynam się poważnie niepokoić.
-Na dzisiejsze popołudnie mam zaplanowany zabieg usunięcia mięśniaków macicy. To niby nic poważnego, ale wiesz, że każda operacja niesie za sobą ryzyko. Do tego okazało się, że tych mięśniaków mam naprawdę sporo i są pokaźnych rozmiarów, więc na pewno mój pobyt tutaj trochę się przedłuży. Czy mogłabym cię prosić o to byś zajął się pod moją nieobecność dziećmi? Rozmawiałam już z Tolą i ona się zgodziła. Wiesz, ja po tej operacji nie będę mogła dźwigać, a Danio niestety tego wymaga. Mogę na ciebie liczyć?- to pytanie jest zbędne. Oczywiście, że zajmę się swoimi dziećmi. Cieszę się, że Tola nie ma nic przeciwko temu, bo nie chciałbym być w takiej sytuacji, gdy musiałbym wybierać między starym a nowym życiem, bo gdy są dzieci, to nie można się od tego tak po prostu odciąć. Martwi mnie natomiast dolegliwość Natalii. Zapewniła mnie co prawda, że to nic poważnego, ale niestety mnie to nie przekonało.
-To oczywiste, że zajmę się dziećmi razem z Tolą. Jesteś pewna, że to nic poważnego? Może trzeba pomyśleć o jakiejś konsultacji czy prywatnym leczeniu? Wiesz przecież, że zawsze możesz na mnie liczyć, mimo rozwodu i tego jak potoczyło się nasze małżeństwo.- przeżyłem z nią tyle lat. Dała mi dwa najcenniejsze trofea jakie osiągnąłem w swoim życiu, czyli dzieci. Z mojej strony należy jej się wszystko, co najlepsze. Podczas trwania naszego małżeństwa poświęciła dla mnie tak wiele. Jeździła ze mną w każde miejsce, w którym aktualnie podejmowałem grę. Zrezygnowała ze swojego rozwoju na rzecz mojej kariery. Nie wiele kobiet jest gotowych na takie poświęcenie.
-Nie musisz się martwić, wszystko jest pod kontrolą. Myślę, że w tym szpitalu zapewnią mi należytą opiekę dlatego nie widzę potrzeby bym miała szukać prywatnych rozwiązań. Proszę cię tylko byś nie zostawiał wszystkiego na głowie Toli. Ona jest jeszcze taka młoda i nie chciałabym, by charakterki naszych synów zniechęciły ją do posiadania w przyszłości własnych pociech.- kolejny raz słyszę o tym, że w przyszłości powinien postarać się o dzieci z Lipińską. Postawiłem jasno swoje stanowisko na ten temat w rozmowie z blondynką i choć obiecałem swojej kobiecie, że postaram się to wszystko jeszcze raz przemyśleć i wypracować jakiś sensowny kompromis, ale na chwilę obecną moje myślenie się kompletnie nie zmieniło. Cały czas uważam, że ja już mam dwójkę dzieci i nie jestem w stanie posiadać ich więcej, ponieważ nie mógłbym spojrzeć w oczy swoim synom. Nie chciałem tłumaczyć Natalii swojego stanowiska, dlatego zignorowałem to nawiązanie do potomstwa i zmieniłem temat.
-Myślisz, że mógłbym iść do lekarza i zapytać o ten zabieg i w ogóle?
-Alek nie trzeba. Zaufaj mi, bo wszystko będzie dobrze. Leć już do dzieci i Toli. Zaopiekuj się nim i nie pozwól odczuć, że mnie nie ma.- o to będzie na pewno trudno. Natalię i dzieci łączy szczególna więź. Jest z nimi cały czas. Niejednokrotnie musiała wystarczyć za matkę i ojca, bo moje nieobecności związane z meczami były dość częste i długie.
-Gdybyś czegoś potrzebowała, to nie wahaj się do mnie dzwonić. Przyjdę tak szybko, jak będzie to możliwie.-nasze małżeństwo rozpadło się przeze mnie, ale chociaż to co dzieje się po nim może budzić nadzieję na to, że nie jestem całkowicie pozbawiony serca. Żebym jeszcze potrafił ofiarować Toli to, na co zasługuje.


~*~
Już tyle razy obiecywałam regularność i już kolejny nie będę, bo nie wiem co z nią będzie. Mogę tylko obiecać, że stanę na rzęsach i skończę wszystko to, co zaczęłam. W stawaniu na rzęsach mam wprawę, więc powinno się udać :)
Pozdrawiam :***


wtorek, 30 września 2014

XXVII

/Michał/
Przeniesiono mnie do innej sali. Dosłownie przeniesiono, bo nadal nie jestem w stanie zrobić najmniejszego kroku o własnych siłach. Lejarze jak mantrę powtarzają mi, że powinienem ćwiczyć i oddawać się rehabilitacji bez reszty, a ja właśnie dziś zrezygnowałem z zajęć. Właściwie nie tylko dziś, bo zdarzało mi się to już kilka razy wcześniej.
-Panu się chyba wydaje, że pan jest jedynym pacjentem w tym szpitalu i wszyscy będziemy skakać wokół pana tylko dlatego, że jest pan osobą sławną?- obok mojego łóżka pojawia się salowa. Ktoś złośliwy kiedyś powiedział, że salowe w szpitalach czują się bardziej pewnie niż dyrektorzy czy ordynatorzy i muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Jestem zdziwiony, gdy na oko 50-letnia kobieta naskakuje na mnie zamiast zmienić mi pościel. Nie mam teraz czasu użerać się z nią. Od ostatniej wizyty Beaty ciągle przetrawiam naszą rozmowę i nie mogę zrozumieć, jak moje życie mogło się z dnia na dzień tak poplątać, tak pogmatwać…

Beata to jedyna osoba której nie wyganiam od siebie, gdy przychodzi do mnie w odwiedziny. Nadal nie rozumiem co robi tu w Gdańsku, ale nie pytam o to. Dlaczego chcę spędzać czas ze swoją byłą dziewczyną a ograniczam kontakt z matką mojego dziecka? To proste. Z Beatą nic mnie już nie łączy i wiem, że nie robi tego z obowiązku. Ma ochotę to mnie odwiedza, a gdyby tego nie robiła to też nic by się nie działo. Co innego Kinga czy moi rodzice. Oni czują na sobie obowiązek, że powinni mnie odwiedzać, bo biedny Michałek został kaleką i trzeba go pocieszać, by nie zrobił sobie nic złego. Z Kingi zrezygnowałem. Zdaję sobie sprawę, że jestem pierdolonym tchórzem, ale nie mogę inaczej. Rodzicom też za każdym razem, gdy są u mnie, staram się zaznaczyć, że wolałbym oszczędzać sobie tych płaczów i zgrzytania zębów.
-Michał co się dzieje? Coś cię boli?- tak, ale nie jest to taki fizyczny ból, bo przecież jestem sparaliżowany od pasa w dół. Boli mnie dusza. Nie radzę sobie z tym wszystkim, choć staram się trzymać, by zachować względem siebie resztki godności. Nie zawsze mi to wychodzi, czego przykładem była moja rozmowa z Kingą.
-Rozstałem się z Kingą. Zostawiłem kobietę w ciąży, więc nie mogę być z siebie dumny.-mówię od niechcenia, tak jakbym mówił jej o tym, że wczoraj wieczorem podskoczyło mi ciśnienie tętnicze krwi. Nie miałem pojęcia, że na Beacie zrobi to takie wrażenie. Jej oczy wyraźnie zwiększyły rozmiary, a twarz pobladła.
-Michał… ale dlaczego?
-Nie rozumiesz? Nikt mi nie da gwarancji, że wyjdę z tego. Chcę dać Kindze szansę na to, by ułożyła sobie życie ze zdrowym i silnym mężczyzną, a nie z takim impotentem jak ja. Już widzę nasze rodzinne spacery i Kingę, która najpierw popycha do przodu wózek dziecinny, a potem inwalidzki ze mną. Nie chcę dla niej takiego życia.-wydaje mi się, że to już. Po części czuję się jak tchórz, ale z drugiej strony mam chyba prawo czuć się jak bohater.
-A robisz coś w ogóle z tym, by było lepiej?! Siedzisz tylko w tym łóżku i użalasz się nad sobą i w ogóle nie myślisz o tym, że po takiej rozmowie z tobą tej dziewczynie zawalił się świat. Nie dość, że przeżyła twój wypadek to jeszcze na dodatek zostawiłeś ją teraz samą z dzieckiem. Wiesz jak kobieta, zwłaszcza tak młoda jak Kinga, przeżywa świadomość, że może zostać sama z wszystkimi obowiązkami związanymi z wychowaniem dziecka?!- wstała ze swojego krzesła i podeszła do okna. Nie rozumiem skąd u niej takie zaangażowanie? Do tego jeszcze mówi tak, jakby wartości rodzinne znaczyły dla niej naprawdę dużo. Nic z tego nie rozumiem.
-Myślę, że powinieneś poznać kilka faktów z mojej przeszłości by zrozumieć dlaczego mówię to co mówię. Kiedy byłam młodą dziewczyną poznałam wspaniałego faceta. Był ode mnie rok młodszy, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało. Dla 17-letniej dziewczyny liczyło się wtedy co innego. Nasz związek był bardzo intensywny, od samego początku wiedzieliśmy, że wstrzemięźliwość do ślubu nie jest dla nas. Nie patrzyliśmy wtedy na konsekwencje, nie braliśmy pod uwagę tego, że zajdę w ciążę. Stało się inaczej. Spodziewałam się dziecka z człowiekiem, który był wschodzącą gwiazdą sportu. Na początku widywaliśmy się kilka razy w tygodniu, a potem nagle miał dla mnie czas tylko dwa razy w miesiącu. Panicznie zaczęłam bać się tego, że zostanę ze wszystkim sama. Urodziłam i wpadłam w coś, co teraz nazywa się depresją poporodową. Nie umiałam sobie poradzić z obowiązkami, sama potrzebowałam pomocy. Zostawiłam dziecko, uciekłam od chłopaka. Rozumiesz co zrobiłam? Zostawiłam trzymiesięczną córeczkę pod opieką 17-letniego nastolatka. Ty w tym momencie robisz to samo. Zostawiasz dziecko kobiecie, która sama jeszcze niedawno była dzieckiem i liczysz na to, że weźmie odpowiedzialność za siebie i za ciebie…- dostrzegam, że Beata wierzchem rękawa ociera łzy z policzków. Jestem w szoku po tym wyznaniu. Zaczynam łączyć wszystkie elementy układanki w jedną całość. Ta jej cała niechęć do sportu, do wykonywanego przeze mnie „zawodu”. Nie potrafiła też odnaleźć się w relacjach z dziećmi, nie miała do nich żadnego podejścia.
-Dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałaś? No wiesz o tym, że masz dziecko i w ogóle…
-Uważasz, że mam się czym chwalić? To jeszcze nie wszystko Michał. Tym chłopakiem był Marcin Lijewski, a nasz córka to Kinga.- mówi to na jednym oddechu, a mi oddechu zaczyna brakować. Autentycznie mnie zatkało i nie wiem zupełnie co mam powiedzieć. Zresztą czy ja mogę w tej chwili powiedzieć coś sensownego? Wydaje mi się, że słowa są zbyteczne.
-Ona wie?
-Nie i nie chcę by wiedziała. Nie zasługuję na to, by poznała prawdę. Proszę cię Michał tylko o jedno, nie zostawiaj jej. Kinga za dużo przeszła w życiu, by miała znów mieć pod górę…

Prawda jest taka, że moja dziewczyna jest córką mojej byłej dziewczyny. Mój teść był z Beatą, za moją sprawą Jakubowska zostanie babcią. Do tego jeszcze jej słowa, które dały mi do myślenia. Dopiero dzięki niej zrozumiałem jak wielką krzywdę wyrządziłem Kindze, ale jeszcze jest czas na to, by wszystko naprawić. Zacznę od tego, że zabiorę się za rehabilitację. Będę ostro ćwiczył, by wrócić do sprawności.
-Nie wie pani czy mój rehabilitant jest jeszcze w szpitalu?- pytam uprzejmie, by zaskarbić sobie choć trochę uprzejmości u salowej Jadwigi. Niestety nie mam szczęścia.
-A co ty sobie gówniarzu myślisz, że on tu będzie na ciebie czekał w nieskończoność aż zachce ci się ćwiczyć?! Jutro przyjdzie to wtedy będziesz sobie ćwiczył, jak oczywiście zechcesz.- zachcę. Nie mam wyjścia.
-Dobrze. A czy mogłaby mi pani wyjąć telefon z szuflady? Chciałbym zadzwonić.-próbuję jeszcze raz wyjednać sobie trochę łaski i tym razem się udaje. Pani Jadzia podaje mi telefon do ręki i wychodzi, a stojąc w drzwiach odwraca się do mnie i mówi:
-Całe szczęście, żeś się w porę opamiętał. Nie takie przypadki jak ty tu widziałam, a potem ci sami przychodzili tu o własnych nogach i dziękowali za opiekę. Z tobą też tak będzie, zobaczysz…


/Kinga/
Czekałam na ten telefon. Niby zajmowałam się czym innym, niby zastanawiałam się nad propozycją Agaty i Krzyśka, którzy zaproponowali mi wspólne wakacje na Kostaryce, ale gdy tylko usłyszałam dźwięk swojej komórki, pobiegłam jak szalona schodami na górę do swojego pokoju. Dobrze czułam, że to może być Michał. Bez wahania odebrałam. Cały czas w głowie miałam tę kobietę, którą poznałam w szpitalu. Może i czułam się przez chwilę jak ktoś nieważny i niepotrzebny, ale mam nieodparte wrażenie, że to właśnie rozmowa z tą kobietą sprawiła, że Bąkiewicz poprosił mnie o spotkanie w szpitalu. Dostałam wiatru w żagle. Wzięłam szybki prysznic, nawet dłużej zajęłam się swoim makijażem. Chcę wejść do jego sali promienna, z szerokim uśmiechem i nadzieją, że w końcu się opamiętał i nie będzie uparcie twierdził, że nie powinniśmy być razem. Szukam w szafie jakiś luźniejszych ciuchów. Nie bardzo mi się to podoba, ale moje ciało zaczyna się już chyba powoli zmieniać i jakoś tak dziwnie czuję się w dopasowanych biodrówkach. Nie chcę też jednak wystąpić w rozmymłanych spodniach dresowych. Cholera jasna! Nie mam się w co ubrać!
-Justyna!- krzyczę ze swojego pokoju z nadzieją, że moja przyszywana mama wróciła wcześniej z pracy. Mam szczęście, bo po krótkim czasie słyszę odgłosy kroków na schodach.
-Stało się coś? Wybierasz się gdzieś?
-Dzwonił Michał i prosił bym do niego przyszła. Chciałabym się ładnie ubrać, ale jakoś tak niewygodnie się czuję w tych moich ubraniach, chyba zaczynam puchnąć. Nie chcę zabrzmień niegrzecznie, ale nosisz większy rozmiar ode mnie, więc może mogłabyś mnie wspomóc?- robię maślane oczy, na co Justyna się uśmiecha i bez słowa znika z mojego pokoju, by wrócić po chwili z ogromnym workiem ubrań z napisem „ciąża”.
-Teściowa mówiła bym nie wyrzucała tych ubrań, bo może jeszcze się przydadzą. Ja już raczej w błogosławionym stanie nie będę, ale dla ciebie będą jak ulał. Są tu wszystkie ubrania, które nosiłam z Natalką i Kacprem. Na pierwsze tygodnie i na samą końcówkę. Jestem pewna, że wybierzesz coś na dzisiaj. Cieszę się, widząc cię uśmiechniętą.- rzeczywiście w ostatnich dniach nie emanowałam zbytnio szczęściem. Uśmiecham się do niej życzliwie i rozrywam worek, bo nie mogę rozwiązać supła. Wysypuje wszystko na łóżko i jestem wniebowzięta, bo oszczędzę sobie łażenia po sklepach za każdym razem, gdy przybędzie mi centymetrów w pasie.
-Chyba to zestawienie będzie idealne.- wygrzebałam ze sterty ubrań morelową tunikę bez rękawów. Jest prosta i w żadnym miejscu mnie nie opina. Do tego zdecydowałam się na sandałki z wyższym obcasem. Całości dopełniły okulary przeciwsłoneczne włożone we włosy. Przejechałam jeszcze raz błyszczykiem po ustach i dałam Justynie do zrozumienia, że potrzebne mi są kluczyki do samochodu. Wzięłabym samochód ojca, ale on gdzieś pojechał i nie mam pojęcia kiedy wróci. Justynka nie robi mi żadnego problemu.
-Kluczyki wiszą w przedpokoju na wieszaku. Uważaj na siebie i jedź ostrożnie.- na pewno tak zrobię. Od czasu wypadku Michała nie przekroczyłam 50-ciu kilometrów na godzinę w terenie zabudowanym, choć wcześniej miałam takie zapędy, by dodawać nieco więcej gazu.
-Pa!- krzyczę na pożegnanie i wychodzę z domu. Od nas do szpitala w którym leży szatyn naprawdę nie jest daleko i gdybym się uparła, to mogłabym zafundować sobie spacer, ale nie wiem czy byłby to dobry pomysł w kontekście mojego obuwia. Nie po to przeżyłam piekło podczas zdawania prawka, bym miała teraz z niego nie korzystać.
Jestem zdziwiona, gdy na szpitalnym parkingu rozpoznaję samochód taty. Musi tu być, bo akurat tę rejestrację znam na pamięć. Przyjechał do Michała i nic mi nie powiedział? Nie wiem co mam o tym myśleć. A może wszyscy mogą odwiedzać go w szpitalu, a tylko ja mam na niego zakaz? Zamykam automatyczne zamki samochodu i wchodzę do szpitala, gdzie z życzliwością wita mnie pani pracująca w szatni. Dziś nie mam tu nic do zostawienia, więc uśmiecham się do niej przelotnie i mówię „Dzień dobry”. Idę dobrze znaną mi drogą do sali numer 6, gdy w połowie drogi zatrzymuje mnie jedna z pielęgniarek, którą widywałam kiedyś przy łóżku Michała.
-Pan Bąkiewicz jest teraz pod 17 proszę pani.-dziękuję jej skinieniem głowy. Nie mam pojęcia czemu go przenieśli, ale mam nadzieję, że nie wiąże się to z pogorszeniem jego stanu zdrowia. Idę dalej korytarzem, szukając odpowiedniego numeru na drzwiach. Muszę być już całkiem blisko, bo słyszę głos taty. Podniesiony głos. Zaczynam się momentalnie denerwować, że ojciec nawet teraz musi mu robić awantury, choć wydawało mi się, że w końcu dał sobie spokój. Nie interweniuję od razu. Przez nieco uchylone drzwi chcę posłuchać czego dotyczy rozmowa. W środku musi być też jakaś kobieta, bo wyraźnie rozpoznaję damski głos. Muszę się mocno skoncentrować, by sobie uświadomić, że znam ten głos. Należy do tej kobiety, która kiedyś zagadnęła mnie, gdy przychodziłam do szpitala i siedziałam pod salą Michała, gdy nie chciał mnie widzieć. Nic z tego wszystkiego nie rozumiem, więc muszę to naprawić, wchodząc do środka. Wszyscy momentalnie kierują wzrok w mają stronę. To przerażone oczy mojego ojca, zakłopotane oczy kobiety i wyczekujące oczy Bąkiewicza.
-Możecie mi powiedzieć co tutaj się dzieje? Rozumiem, że zadzwoniłeś do mnie tylko po to by pokazać mi, że wszyscy mogą cię odwiedzać tylko nie ja.- zaczynam od ataku, no bo co mi innego pozostało? Mam wrażenie, że zaraz zostanę poinformowana o czymś istotnym i niekoniecznie mi się to spodoba.
-Postanowiłem, że przestanę zachowywać się jak szczeniak i zamierzam ostro się za siebie zabrać i wrócić do sprawności. Chcę też cię przeprosić Kinga za to co ci powiedziałem. Wtedy gdy ci to mówiłem czułem się fatalnie. Nie chciałem byś się nade mną litowała. Nadal uważam, że będzie nam ciężko radzić sobie z moją niepełnosprawnością, ale nie zamierzam się poddawać. Będę ćwiczył, będę ćwiczył do upadłego i stanę na nogach. Wiem, że z tobą może mi się to udać.-podobają mi się jego słowa, ale nadal nie wiem co się tu dzieje. Kim jest ta kobieta, co robi tu tata? Cieszę się ze zmiany podejścia Michała, ale wolałabym najpierw znaleźć odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania.
-Porozmawiamy później Michał. Może mi powiedzieć co tu się dzieje? Kim pani jest?- zwróciłam się bezpośrednio do brunetki, która kiedyś była już u Bąkiewicza i rozmawiała ze mną.
-Ja…ja jestem twoją matką Kinga.


~*~
Chyba daje o sobie znać fakt, że w dzieciństwie za dużo się naoglądałam Mody na sukces z babcią i właśnie stamtąd czerpię inspirację do tego opowiadania. Tak serio to sama nie wiem skąd mi się to bierze, ale mam nadzieję, że nie jest to bardzo irracjonalne.
JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA!- te słowa Tomasza Swędrowskiego i Wojciecha Drzyzgi pozostaną w mojej pamięci do końca życia! Jestem niebotycznie dumna!


wtorek, 2 września 2014

XXVI

/Tola/

Od 1 października zaczynam studia na… fizjoterapii. Co prawda miałam z początku inne plany na swoją przyszłość, ale nie przypuszczałam, że tak dobrze pójdzie mi matura z biologii i matematyki. Do tego jeszcze tata już od jakiegoś czasu napomykał mi, że dobrze byłoby, gdybym przejęła po nim w przyszłości „obowiązki”. No nie powiem, gdybym miała zostać fizjoterapeutą polskich siatkarzy, to idę na te studia w ciemno. Ojczulka już nie widziałam od jakiegoś czasu, ale w ten weekend zobaczymy się w Wrocławiu, gdzie nasze orły grać będą Ligę Światową. Zanim jednak pojedziemy do stolicy do Dolnego Śląska, przyjechaliśmy do Rzeszowa. Alek miał tu dla mnie nie lada niespodziankę, bo przekazał mi pod opiekę swoje dzieci, a sam pojechał na dwa dni do Grodna. Wyjazd ten wypadł mu dość niespodziewanie, ale chodzi o jego grę w białoruskiej reprezentacji. Ubolewam nad tym, że nie zobaczę bruneta z orzełkiem na piersi, ale nie można mieć wszystkiego.
-Naprawdę strasznie cię przepraszam, że Alek obarczył cię opieką nad chłopcami, ale już dawno byłam umówiona na ten zabieg w szpitalu i nie mogę się z tego wymiksować. Musisz się przyzwyczaić, że z siatkarzem tak to już jest, że nie można być niczego pewnym na 100%.- moje początki z Natalią nie były najlepsze, ale to naprawdę fajna dziewczyna i cieszę się, że nie boi mi się zaufać w opiece nad swoimi dziećmi. Uwielbiam Igorka i Dania, więc nie powinno być większych problemów.
-Dla mnie to żaden kłopot. A nie chciałabyś zaraz po wyjściu ze szpitala odpocząć spokojnie? Bo jeśli tak, to my z Alkiem moglibyśmy chłopców zabrać do Wrocławia na mecze Polaków. Z biletami nie będzie problemów, z tego co wiem Danio wejdzie na mecz za darmo z racji wieku.- widzę, że na początku nie wie co ma odpowiedzieć. Już wcześniej powiedziałam jej, że nie musi się martwić, bo mi chłopcy nie przeszkadzają. Sama sobie obiecałam też, że będę ostrożniejsza, by nie doszło do takiej sytuacji jak wtedy w Gdańsku. Na całe szczęście Igorek zachował to dla siebie. Myślę, że sam nie do końca rozumie co się wtedy stało i wyparł to ze swojej pamięci.
-Sama nie wiem. Pewnie chcielibyście spędzić trochę czasu sam na sam, a z chłopcami będzie wam ciężko. Być może mojej mamie uda się przyjechać, więc będę miała pomoc…
-Natalia, naprawdę damy sobie radę. Jeśli tylko się zgodzisz, to ja jeszcze dziś dzwonię do Alka i stawiam go przed faktem dokonanym. Zresztą jestem pewna, że spodoba mu się ten pomysł. Ostatnio mi mówił, że chciałby z chłopcami spędzać więcej czasu, więc to doskonała okazja.- była żona Alka summa summarum dała się przekonać i przystała na moją propozycję. Blondynka wyjmowała rzeczy chłopców, gdy ja wyszłam na balkon i zadzwoniłam do bruneta. Od razu powiedziałam mu o tym, że zabieramy chłopców ze sobą do Wrocławia. Nie sprzeciwiał się, zresztą spróbowałby tylko to byśmy inaczej pogadali.
-Słuchaj, miałabym do ciebie jeszcze prośbę. Nie chciałabym zostawiać samochodu pod kliniką, więc może zechciałabyś mnie zawieźć moim autem i potem wrócić do mieszkania?- kiwam chętnie głową, bo nie widzę powodu dla którego nie miałabym jej pomóc. Zabieramy chłopców i wychodzimy z mieszkania. Wóz Natalii jest idealny dla mnie, bo to skromny Opel Corsa. Nie znoszę samochodu Alka, bo jest dla mnie za wielki i kompletnie nie umiem nim jeździć do tyłu. W takich mniejszych pojazdach nie mam żadnych problemów.
Dopiero teraz gdy wiozę Natalię do szpitala zastanawiam co tak naprawdę się stało, że Akhrem musi iść do szpitala. Powiedziała zdawkowo, że musi wykonać jakiś drobny zabieg, ale nie jest to nic poważnego, więc nie ma o czym mówić.
-Chłopcy zachowujcie się dobrze i nie sprawiajcie problemów cioci Toli. Mogę na was liczyć?- najpierw Igor, a potem Daniel lądują w ramionach swojej matki. Piękny i wzruszający obrazek. Czeka mnie poważny test, ale spokojnie powinnam sobie z nim poradzić. Zaczynam od wkupienia się w łaski chłopców, spełniając ich prośbę o „Donaldzie”.
-Ciociu a czy moja mama umrze?- o mały włos nie zadławiłam się jedzonym przeze mnie hamburgerem. Otwieram szeroko oczy i zapowietrzam się. Nawet do głowy nie przyszła mi taka myśl i nie rozpatrywałam takiej okoliczności. Udaję głupią i próbuję sprowadzić rozmowę na boczne tory, pytając czy nie mają jeszcze ochoty na coś z menu restauracji szybkiej obsługi. Danielek prosi jeszcze o nową zabawkę, więc będę musiała zamówić mu jeszcze jeden zestaw happy meal`a. Igor nie porusza już tego tematu, ale dobrze wiem, że martwi się o mamę i ja wcale się mu nie dziwę, bo każde dziecko martwiłoby się o swoją matkę.
-Nie martw się kochanie, mamusia na pewno do was wróci cała i zdrowa. Do tego czasu postaram się razem z tatusiem, żebyście nie nudzili się u nas. Co powiesz na mecz siatkówki we Wrocławiu? Będzie Sebastian i Dominika.- starszy z synów Alka uśmiecha się, więc chyba ten chwilowy przypływ złych emocji mamy za sobą.
Najedzeni jak bąki wyszliśmy na zewnątrz i zapakowałam chłopców do samochodu. Wróciliśmy do mieszkania, gdzie Igor wziął Dania i zajęli się sobą przy stercie zabawek zostawionych tu wcześniej oraz przywiezionych przez Natalię. Chwilę wolnego czasu chciałam zagospodarować dla siebie na szklankę herbatę, ale nie było mi to dane, bo już po 20 minutach ktoś puka do moich drzwi.
-Idę!- zakładam na siebie żakiet wiszący w przedpokoju, bo nie chcę nikogo straszyć dość pokaźnym dekoltem. Po drugiej stronie drzwi stoi Magda, narzeczona Zbyszka Bartmana. Kurdę, uwielbiam tę dziewczynę, bo zawsze robi wokół siebie olbrzymie zamieszanie, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wchodzi do mieszkania, całując mój policzek. Na ręku trzyma wiecznie uśmiechniętą córeczkę, Karolinkę. Mała jest śliczną dziewczynką, oczkiem w głowie Zbyszka. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam faceta, który by tak zwariował na punkcie swojego dziecka.
-Słuchaj kochanie, musisz mi pomóc, bo jestem w podbramkowej sytuacji. Moja mama miała przyjechać do mnie i pomóc mi przy małej, ale niestety rozchorowała się i nic z tego nie wyszło. Ja nie mogę jej zabrać ze sobą do pracy, bo Anastasi trochę się ostatnio zagotował, gdy Karolina pomazała mu jego notatki moją szminką. Z tego co mówił mi kiedyś Alek, ty lubisz dzieci, więc może mogłabym ci ją zostawić na dwa dni? Wiem, że jestem szalona i zwalam ci się na głowę z takim dużym problemem, ale naprawdę nie mam kogo poprosić. Rodzice Zbyszka już od dawna szykowali się na maraton za reprezentacją i nie chcę im odbierać tej przyjemności. Uratujesz mi życie?- cała Magda. Jak już włączy się jej słowotok, to nie może przestać mówić. Odbieram od niej Karolę, a mała przyjmuje to z ogromnym uśmiechem. Dwoje czy troje dzieci nie robi mi żadnej różnicy. Chłopcy są już na tyle duzi, że mogą zająć się sobą, a ja będę mogła poświęcić więcej czasu małej Bartmanównie.
-Jeśli tylko nie boisz się zostawić pod moją opieką waszego skarbu, to ja się z przyjemnością zajmę Karolinką. Uwielbiam dzieci.-na razie cudze, ale w przyszłości być może dane będzie mi przelać swoją miłość na własne pociechy.

/Kinga/

Co z tego, że nie kazał mi przychodzić do szpitala? I tak to robię, mimo że nie wchodzę do środka. Staję za szybą i na niego patrzę. Michał zawsze wtedy udaje, że śpi. Jego zachowanie przypomina zabawę z dzieckiem, ale doszłam do wniosku, że to wszystko podyktowane jest ogromnym stresem i szokiem związanym ze stanem jego zdrowia, a dokładnie z niemożnością poruszania się o własnych siłach.
W jedno z upalnych popołudni także postanowiłam poświęcić na podróż do szpitala. Zaparkowałam samochód w tym samym miejscu co zwykle. Jestem tu tak często, że niektóre z pielęgniarek uśmiechają się radośnie na mój widok.
-Musi go pani bardzo kochać.- mówi jedna z nich, gdy zakładam ochronne buty przy wejściu na jego oddział. Uśmiecham się nikle. Tak, kocham Michała i nie zamierzam odpuścić, nie po tym co przeszliśmy wspólnie. Jestem przekonana, że on wcale tak nie myśli, jak przedstawił mi to kilka dni temu. Po prostu to wszystko przez ten wypadek i brak całkowitej sprawności. Chciałabym mu pomóc razem przez to przejść i mam nadzieję, że pozwoli mi to zrobić. Może nie teraz, ale za jakiś czas. Będę czekać.
-Przepraszam bardzo, ale teraz nie można tam wchodzić. U pana Michała jest już ktoś z rodziny.-dziwię się. Z tego co mówiła mi mama Michała we wczorajszej rozmowie telefonicznej, miała przyjechać razem z mężem i starszym synem do Gdańska dopiero w weekend. Może chodzi o kogoś innego? Rodzina Bąkiewiczów jest spora. Postanowiłam poczekać na korytarzu. Wyciągnęłam z torby jakąś gazetę dla młodych mam i zajęłam się lekturą. Nie powiem, ale wciągnęłam się w czytanie tych wszystkich nowinek dla przyszłych rodziców i bardzo żałuję, że nie mogę się tym wszystkim podzielić z Michałem. Chciałabym z nim iść na badanie USG i pokazać mu palcem na ekranie nasze dziecko. Postanowiłam, że na następnej wizycie poproszę swojego lekarza o wydruk badania, bym mogła je pokazać Bąkiewiczowi. Może wtedy do niego dotrze, że jest ktoś, kto bardzo na niego liczy? To już nie chodzi o mnie, ale o naszego bąbla, który będzie chciał mieć ojca? Dzieci już takie są. Kochają swoich rodziców bezwarunkowo bez względu na to czy ojciec jest niepełnosprawny czy ma problemy z alkoholem. Od samego początku kochają rodziców, bo są zaprogramowane na miłość. Nasze dziecko na pewno nie będzie inne. Będzie potrzebowało Michała, a ja sobie nie wyobrażam, że będę musiała tłumaczyć mu dlaczego tatuś jest nieobecny w jego życiu.
Kończyłam własnie czytać felieton jednej z redaktorek prenumeraty, gdy z sali Michała wyszła jakaś kobieta. Nie kojarzyłam jej ze spotkania z rodziną Michała, więc to nie mogła być żadna z żon jego braci. Może to jakaś znajoma? Nie chcę snuć żadnych teorii spiskowych na ten temat. Podniosłam się ze swojego miejsca i chciałam podejść na chwilę do szyby, by popatrzeć na szatyna.
-Czy mogłabym z tobą porozmawiać?- jestem co najmniej zdziwiona, ale w momencie pierwszego szoku machinalnie zgadzam się na rozmowę. Wracam z powrotem na swoje miejsce, gdzie na krzesełku obok dosiada się do mnie tajemnicza szatynka.
-W przeszłości tworzyłam związek z Michałem i z sentymentu do tego co nas łączyło postanowiłam go odwiedzić, ale nie ma żadnych złych zamiarów. Powiedział mi, że się rozstaliście, ale jego decyzja nie ma nic wspólnego ze mną. Nie zamierzam do niego wracać, nie pasujemy do siebie z Michałem. Wiem natomiast, że jesteś dla niego bardzo ważna i tylko przy tobie Michał tak naprawdę był szczęśliwy. Chciałabym cię prosić, byś nie zostawiła go teraz, nawet jeśli on sobie tego życzy. Powiedziałam mu dzisiaj, że nie powinien się poddawać, bo nawet jeśli miałby nie stanąć o własnych siłach na nogach, to nie może rezygnować z życia i szczęścia. Ty też nie rezygnuj. Tyle ci tylko chciałam powiedzieć i pamiętaj, że ja naprawdę nie żeruję na waszym nieszczęściu, nie chcę ugrać nic dla siebie.- nie mówi jak się nazywa, nie próbuje choć przez moment przedstawić się mojej osobie. Z grubej rury wypala, że jest byłą dziewczyną Michała. Do tego daje mi rady, które są żywcem wyjęte z mojego toku myślowego. Dziwne to wszystko, wręcz popieprzone na maksa. Nie wiem jak mam rozumieć fakt, że mój chłopak woli się spotykać z byłą dziewczyną, a mi każe do siebie nie przychodzić, zasłaniając się moim dobrem. Chyba nie zdaje sobie sprawę jak cierpię, gdy nie mogę się do niego przytulić i zapewnić go, że dla mnie nic się nie zmieniło. Owszem, na razie nie może chodzić, ale nie wierzę w to, że tan stan będzie trwał wiecznie. Dopóki lekarz mówi, że są szanse na całkowite odzyskanie sprawności to ja mu wierzę i tego się trzymam.
-Najwyżej mnie wyrzuci…- mówię do siebie pod nosem, postanawiając wejść do środka jego szpitalnej sali. Akurat w tym momencie na korytarzu pojawia się postać mojego ojca. Przyjechał po mnie, bo tak się umówiliśmy. Oczywiście nie zabiegałam o to, ale on sam z siebie stara mi się pokazać na każdym kroku, że mogę na niego liczyć w tej trudnej sytuacji. Wiem, że wtedy przesadziłam z tymi słowami, ale jeszcze nie zdobyłam się na odwagę, by za nie przeprosić. Cały czas mam to na uwadze i kiedyś na pewno przyjdzie taki czas, że wykażę się skruchą i przyznam się do błędu, ale to jeszcze nie jest ta pora.
-Możemy już wracać do domu? Przyjechali dziadkowie z Krzyśkiem. Mój brat chce nam przedstawić swoją dziewczynę.-otwieram szeroko buzię. Nawet słowem wujcio nie pisnął, że ma kogoś na oku, a jeszcze nie dawno żalił się do słuchawki, że nie może znaleźć nikogo wartościowego.
-Jestem tak samo zaskoczony jak ty, ale z drugiej strony mam nadzieję, że wreszcie trafił na odpowiednią kobietę.- cały Marcin Lijewski. Można o nim mówić wiele można mu zarzucić, ale nie to, że nie martwi się o najbliższych.
-Kurczę, jestem ciekawa kto skradł serca Krzyśka, ale z drugiej strony chciałam w końcu przełamać ten głupi zakaz Michała i wejść dziś do niego. Ty wiesz, że dziś była u niego jego była dziewczyna? Nawet podeszła do mnie, by chwilę porozmawiać.- twarz taty przypomina w tym momencie kredę piszącą, używaną w szkole. Zbladł momentalnie, a ja nie wiem co jest tego powodem.
-I co ci mówiła? W ogóle nie powinnaś z nią rozmawiać. Skoro
jest byłą dziewczyną, to nie powinna się wtrącać w życie Michała i dać mu szansę, by ułożył sobie je na nowo. Chodźmy już stąd, goście czekają.- nie rozumiem nic z jego zachowania. Prawie siłą wypycha mnie ze szpitala, bylebym nie zdecydowała się w nim zostać. Nie wiem w co on ze mną pogrywa. Czasami nie wiem po której on jest stronie. Jednego dnia mi się wydaje, że zmienił nastawienie i przestał liczyć każdego dnia na to, że ja i Michał się rozstaniemy, a z drugiej strony widać, że cieszą go każde oznaki słabnącego między nami uczucia.
Kiedy pojawiamy się w domu, zostaję wzięta w krzyżowy ogień pytań dziadków. Odpowiadam zdawkowo i nie chcę brać na siebie pierwszoplanowej roli, bo to Krzysiek i jego wybranka powinni grać tu pierwsze skrzypce.
-Chciałem wam przedstawić Agatę, moją dziewczynę.- Agata wymienia się ze mną uściskiem dłoni, nie szczędząc mi serdecznego uśmiechu. Czy wreszcie dla odmiany spodobałam się wybrance mojego wujka? Do tej pory każdej dziewczynie Krzyśka nie odpowiadało moje zachowanie i moje relacje z nim. Fakt, potrafiłam być dość frustrująca, ale przecież miałam swoje 14 lat, gdy Dominika wchodziła do naszej rodziny, więc czego się można było po mnie spodziewać? Justyna donosi z kuchni herbatę i kawę, nie szczędząc także świeżo upieczonego ciasta. Natalka z Kacprem są najmniej zainteresowani i wcale się im nie dziwię, bo jak w ich wieku w takich sytuacjach liczyłam tylko na fajne prezenty ze strony gości. Dziadkowie wydają się być zadowoleni, że ich młodszy syn wreszcie znalazł sobie kogoś i zaświtała szansa na to, że nie zostanie starym kawalerem. Od zawsze mówiłam, że prędzej czy później ta sytuacja się zmieni, bo jeśli by już taka partia miałaby nie znaleźć sobie szczęście u boku odpowiedniej kobiety, to dla tego świata nie byłoby już nadziei. Nie mogę wywnioskować nic z reakcji ojca. Przyjął to spokojnie, ale tak, jakby jeszcze nie był do końca przekonany. Nie wiele się odzywał, postawił raczej na obserwację. Agata Lewińska zdążyła się nam dogłębnie przedstawić. Wyznała, że skończyła finanse i rachunkowość, znajdując zatrudnienie w jednym z banków w Kielcach. Pochodzi z Sandomierza, uwielbia komedie romantyczne i szybką jazdę samochodem. Myślę, że zbierze pozytywne oceny. Ode mnie ma 6 za otwartość i ten nieschodzący z buzi uśmiech, który ma coś takiego w sobie, że można na chwilę zapomnieć o problemach i samemu nieco przyjaźniej spojrzeć na świat, mimo nierozwiązanych problemów.
-Chcielibyśmy wam powiedzieć coś jeszcze. Spodziewamy się dziecka, Agata jest w czwartym miesiącu ciąży.- o cholera, poszło prawie tak szybko jak u mnie. W tym towarzystwie rodzinnym chyba tylko ja nie potraktowałam tej wiadomości jako informacji o jakiejś anomalii. Na co będą czekać, swoje lata już mają i mogą śmiało myśleć rodzinie. A że nie mają ślubu? Pff.. nie jedni bez ślubu żyją lepiej niż ci, co mają za sobą lata doświadczenia i nie wiadomo jaki staż.
-Gratulację. Liczę na ubranka po waszym dzieciaczku bo z tego co liczę, to moje urodzi się nieco później.-przytuliłam się do Agaty, a na krzyśkowej szyi to się najzwyczajniej w świecie uwiesiłam. Popatrzyłam na niego z boku i zobaczyłam w nim radość z oczekiwania na potomka. To jest ta radość, którą Michał miał w sobie zaraz po wiadomości o dziecku, ale przez ten wypadek gdzieś ją w sobie zatracił. Będę robić wszystko, by na nowo ją w nim obudzić i mam nadzieję, że nikt mnie w tym nie ubiegnie. 


~*~
Będę się starać ze wszystkich sił dodawać tu nowości regularnie...