wtorek, 2 września 2014

XXVI

/Tola/

Od 1 października zaczynam studia na… fizjoterapii. Co prawda miałam z początku inne plany na swoją przyszłość, ale nie przypuszczałam, że tak dobrze pójdzie mi matura z biologii i matematyki. Do tego jeszcze tata już od jakiegoś czasu napomykał mi, że dobrze byłoby, gdybym przejęła po nim w przyszłości „obowiązki”. No nie powiem, gdybym miała zostać fizjoterapeutą polskich siatkarzy, to idę na te studia w ciemno. Ojczulka już nie widziałam od jakiegoś czasu, ale w ten weekend zobaczymy się w Wrocławiu, gdzie nasze orły grać będą Ligę Światową. Zanim jednak pojedziemy do stolicy do Dolnego Śląska, przyjechaliśmy do Rzeszowa. Alek miał tu dla mnie nie lada niespodziankę, bo przekazał mi pod opiekę swoje dzieci, a sam pojechał na dwa dni do Grodna. Wyjazd ten wypadł mu dość niespodziewanie, ale chodzi o jego grę w białoruskiej reprezentacji. Ubolewam nad tym, że nie zobaczę bruneta z orzełkiem na piersi, ale nie można mieć wszystkiego.
-Naprawdę strasznie cię przepraszam, że Alek obarczył cię opieką nad chłopcami, ale już dawno byłam umówiona na ten zabieg w szpitalu i nie mogę się z tego wymiksować. Musisz się przyzwyczaić, że z siatkarzem tak to już jest, że nie można być niczego pewnym na 100%.- moje początki z Natalią nie były najlepsze, ale to naprawdę fajna dziewczyna i cieszę się, że nie boi mi się zaufać w opiece nad swoimi dziećmi. Uwielbiam Igorka i Dania, więc nie powinno być większych problemów.
-Dla mnie to żaden kłopot. A nie chciałabyś zaraz po wyjściu ze szpitala odpocząć spokojnie? Bo jeśli tak, to my z Alkiem moglibyśmy chłopców zabrać do Wrocławia na mecze Polaków. Z biletami nie będzie problemów, z tego co wiem Danio wejdzie na mecz za darmo z racji wieku.- widzę, że na początku nie wie co ma odpowiedzieć. Już wcześniej powiedziałam jej, że nie musi się martwić, bo mi chłopcy nie przeszkadzają. Sama sobie obiecałam też, że będę ostrożniejsza, by nie doszło do takiej sytuacji jak wtedy w Gdańsku. Na całe szczęście Igorek zachował to dla siebie. Myślę, że sam nie do końca rozumie co się wtedy stało i wyparł to ze swojej pamięci.
-Sama nie wiem. Pewnie chcielibyście spędzić trochę czasu sam na sam, a z chłopcami będzie wam ciężko. Być może mojej mamie uda się przyjechać, więc będę miała pomoc…
-Natalia, naprawdę damy sobie radę. Jeśli tylko się zgodzisz, to ja jeszcze dziś dzwonię do Alka i stawiam go przed faktem dokonanym. Zresztą jestem pewna, że spodoba mu się ten pomysł. Ostatnio mi mówił, że chciałby z chłopcami spędzać więcej czasu, więc to doskonała okazja.- była żona Alka summa summarum dała się przekonać i przystała na moją propozycję. Blondynka wyjmowała rzeczy chłopców, gdy ja wyszłam na balkon i zadzwoniłam do bruneta. Od razu powiedziałam mu o tym, że zabieramy chłopców ze sobą do Wrocławia. Nie sprzeciwiał się, zresztą spróbowałby tylko to byśmy inaczej pogadali.
-Słuchaj, miałabym do ciebie jeszcze prośbę. Nie chciałabym zostawiać samochodu pod kliniką, więc może zechciałabyś mnie zawieźć moim autem i potem wrócić do mieszkania?- kiwam chętnie głową, bo nie widzę powodu dla którego nie miałabym jej pomóc. Zabieramy chłopców i wychodzimy z mieszkania. Wóz Natalii jest idealny dla mnie, bo to skromny Opel Corsa. Nie znoszę samochodu Alka, bo jest dla mnie za wielki i kompletnie nie umiem nim jeździć do tyłu. W takich mniejszych pojazdach nie mam żadnych problemów.
Dopiero teraz gdy wiozę Natalię do szpitala zastanawiam co tak naprawdę się stało, że Akhrem musi iść do szpitala. Powiedziała zdawkowo, że musi wykonać jakiś drobny zabieg, ale nie jest to nic poważnego, więc nie ma o czym mówić.
-Chłopcy zachowujcie się dobrze i nie sprawiajcie problemów cioci Toli. Mogę na was liczyć?- najpierw Igor, a potem Daniel lądują w ramionach swojej matki. Piękny i wzruszający obrazek. Czeka mnie poważny test, ale spokojnie powinnam sobie z nim poradzić. Zaczynam od wkupienia się w łaski chłopców, spełniając ich prośbę o „Donaldzie”.
-Ciociu a czy moja mama umrze?- o mały włos nie zadławiłam się jedzonym przeze mnie hamburgerem. Otwieram szeroko oczy i zapowietrzam się. Nawet do głowy nie przyszła mi taka myśl i nie rozpatrywałam takiej okoliczności. Udaję głupią i próbuję sprowadzić rozmowę na boczne tory, pytając czy nie mają jeszcze ochoty na coś z menu restauracji szybkiej obsługi. Danielek prosi jeszcze o nową zabawkę, więc będę musiała zamówić mu jeszcze jeden zestaw happy meal`a. Igor nie porusza już tego tematu, ale dobrze wiem, że martwi się o mamę i ja wcale się mu nie dziwę, bo każde dziecko martwiłoby się o swoją matkę.
-Nie martw się kochanie, mamusia na pewno do was wróci cała i zdrowa. Do tego czasu postaram się razem z tatusiem, żebyście nie nudzili się u nas. Co powiesz na mecz siatkówki we Wrocławiu? Będzie Sebastian i Dominika.- starszy z synów Alka uśmiecha się, więc chyba ten chwilowy przypływ złych emocji mamy za sobą.
Najedzeni jak bąki wyszliśmy na zewnątrz i zapakowałam chłopców do samochodu. Wróciliśmy do mieszkania, gdzie Igor wziął Dania i zajęli się sobą przy stercie zabawek zostawionych tu wcześniej oraz przywiezionych przez Natalię. Chwilę wolnego czasu chciałam zagospodarować dla siebie na szklankę herbatę, ale nie było mi to dane, bo już po 20 minutach ktoś puka do moich drzwi.
-Idę!- zakładam na siebie żakiet wiszący w przedpokoju, bo nie chcę nikogo straszyć dość pokaźnym dekoltem. Po drugiej stronie drzwi stoi Magda, narzeczona Zbyszka Bartmana. Kurdę, uwielbiam tę dziewczynę, bo zawsze robi wokół siebie olbrzymie zamieszanie, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wchodzi do mieszkania, całując mój policzek. Na ręku trzyma wiecznie uśmiechniętą córeczkę, Karolinkę. Mała jest śliczną dziewczynką, oczkiem w głowie Zbyszka. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam faceta, który by tak zwariował na punkcie swojego dziecka.
-Słuchaj kochanie, musisz mi pomóc, bo jestem w podbramkowej sytuacji. Moja mama miała przyjechać do mnie i pomóc mi przy małej, ale niestety rozchorowała się i nic z tego nie wyszło. Ja nie mogę jej zabrać ze sobą do pracy, bo Anastasi trochę się ostatnio zagotował, gdy Karolina pomazała mu jego notatki moją szminką. Z tego co mówił mi kiedyś Alek, ty lubisz dzieci, więc może mogłabym ci ją zostawić na dwa dni? Wiem, że jestem szalona i zwalam ci się na głowę z takim dużym problemem, ale naprawdę nie mam kogo poprosić. Rodzice Zbyszka już od dawna szykowali się na maraton za reprezentacją i nie chcę im odbierać tej przyjemności. Uratujesz mi życie?- cała Magda. Jak już włączy się jej słowotok, to nie może przestać mówić. Odbieram od niej Karolę, a mała przyjmuje to z ogromnym uśmiechem. Dwoje czy troje dzieci nie robi mi żadnej różnicy. Chłopcy są już na tyle duzi, że mogą zająć się sobą, a ja będę mogła poświęcić więcej czasu małej Bartmanównie.
-Jeśli tylko nie boisz się zostawić pod moją opieką waszego skarbu, to ja się z przyjemnością zajmę Karolinką. Uwielbiam dzieci.-na razie cudze, ale w przyszłości być może dane będzie mi przelać swoją miłość na własne pociechy.

/Kinga/

Co z tego, że nie kazał mi przychodzić do szpitala? I tak to robię, mimo że nie wchodzę do środka. Staję za szybą i na niego patrzę. Michał zawsze wtedy udaje, że śpi. Jego zachowanie przypomina zabawę z dzieckiem, ale doszłam do wniosku, że to wszystko podyktowane jest ogromnym stresem i szokiem związanym ze stanem jego zdrowia, a dokładnie z niemożnością poruszania się o własnych siłach.
W jedno z upalnych popołudni także postanowiłam poświęcić na podróż do szpitala. Zaparkowałam samochód w tym samym miejscu co zwykle. Jestem tu tak często, że niektóre z pielęgniarek uśmiechają się radośnie na mój widok.
-Musi go pani bardzo kochać.- mówi jedna z nich, gdy zakładam ochronne buty przy wejściu na jego oddział. Uśmiecham się nikle. Tak, kocham Michała i nie zamierzam odpuścić, nie po tym co przeszliśmy wspólnie. Jestem przekonana, że on wcale tak nie myśli, jak przedstawił mi to kilka dni temu. Po prostu to wszystko przez ten wypadek i brak całkowitej sprawności. Chciałabym mu pomóc razem przez to przejść i mam nadzieję, że pozwoli mi to zrobić. Może nie teraz, ale za jakiś czas. Będę czekać.
-Przepraszam bardzo, ale teraz nie można tam wchodzić. U pana Michała jest już ktoś z rodziny.-dziwię się. Z tego co mówiła mi mama Michała we wczorajszej rozmowie telefonicznej, miała przyjechać razem z mężem i starszym synem do Gdańska dopiero w weekend. Może chodzi o kogoś innego? Rodzina Bąkiewiczów jest spora. Postanowiłam poczekać na korytarzu. Wyciągnęłam z torby jakąś gazetę dla młodych mam i zajęłam się lekturą. Nie powiem, ale wciągnęłam się w czytanie tych wszystkich nowinek dla przyszłych rodziców i bardzo żałuję, że nie mogę się tym wszystkim podzielić z Michałem. Chciałabym z nim iść na badanie USG i pokazać mu palcem na ekranie nasze dziecko. Postanowiłam, że na następnej wizycie poproszę swojego lekarza o wydruk badania, bym mogła je pokazać Bąkiewiczowi. Może wtedy do niego dotrze, że jest ktoś, kto bardzo na niego liczy? To już nie chodzi o mnie, ale o naszego bąbla, który będzie chciał mieć ojca? Dzieci już takie są. Kochają swoich rodziców bezwarunkowo bez względu na to czy ojciec jest niepełnosprawny czy ma problemy z alkoholem. Od samego początku kochają rodziców, bo są zaprogramowane na miłość. Nasze dziecko na pewno nie będzie inne. Będzie potrzebowało Michała, a ja sobie nie wyobrażam, że będę musiała tłumaczyć mu dlaczego tatuś jest nieobecny w jego życiu.
Kończyłam własnie czytać felieton jednej z redaktorek prenumeraty, gdy z sali Michała wyszła jakaś kobieta. Nie kojarzyłam jej ze spotkania z rodziną Michała, więc to nie mogła być żadna z żon jego braci. Może to jakaś znajoma? Nie chcę snuć żadnych teorii spiskowych na ten temat. Podniosłam się ze swojego miejsca i chciałam podejść na chwilę do szyby, by popatrzeć na szatyna.
-Czy mogłabym z tobą porozmawiać?- jestem co najmniej zdziwiona, ale w momencie pierwszego szoku machinalnie zgadzam się na rozmowę. Wracam z powrotem na swoje miejsce, gdzie na krzesełku obok dosiada się do mnie tajemnicza szatynka.
-W przeszłości tworzyłam związek z Michałem i z sentymentu do tego co nas łączyło postanowiłam go odwiedzić, ale nie ma żadnych złych zamiarów. Powiedział mi, że się rozstaliście, ale jego decyzja nie ma nic wspólnego ze mną. Nie zamierzam do niego wracać, nie pasujemy do siebie z Michałem. Wiem natomiast, że jesteś dla niego bardzo ważna i tylko przy tobie Michał tak naprawdę był szczęśliwy. Chciałabym cię prosić, byś nie zostawiła go teraz, nawet jeśli on sobie tego życzy. Powiedziałam mu dzisiaj, że nie powinien się poddawać, bo nawet jeśli miałby nie stanąć o własnych siłach na nogach, to nie może rezygnować z życia i szczęścia. Ty też nie rezygnuj. Tyle ci tylko chciałam powiedzieć i pamiętaj, że ja naprawdę nie żeruję na waszym nieszczęściu, nie chcę ugrać nic dla siebie.- nie mówi jak się nazywa, nie próbuje choć przez moment przedstawić się mojej osobie. Z grubej rury wypala, że jest byłą dziewczyną Michała. Do tego daje mi rady, które są żywcem wyjęte z mojego toku myślowego. Dziwne to wszystko, wręcz popieprzone na maksa. Nie wiem jak mam rozumieć fakt, że mój chłopak woli się spotykać z byłą dziewczyną, a mi każe do siebie nie przychodzić, zasłaniając się moim dobrem. Chyba nie zdaje sobie sprawę jak cierpię, gdy nie mogę się do niego przytulić i zapewnić go, że dla mnie nic się nie zmieniło. Owszem, na razie nie może chodzić, ale nie wierzę w to, że tan stan będzie trwał wiecznie. Dopóki lekarz mówi, że są szanse na całkowite odzyskanie sprawności to ja mu wierzę i tego się trzymam.
-Najwyżej mnie wyrzuci…- mówię do siebie pod nosem, postanawiając wejść do środka jego szpitalnej sali. Akurat w tym momencie na korytarzu pojawia się postać mojego ojca. Przyjechał po mnie, bo tak się umówiliśmy. Oczywiście nie zabiegałam o to, ale on sam z siebie stara mi się pokazać na każdym kroku, że mogę na niego liczyć w tej trudnej sytuacji. Wiem, że wtedy przesadziłam z tymi słowami, ale jeszcze nie zdobyłam się na odwagę, by za nie przeprosić. Cały czas mam to na uwadze i kiedyś na pewno przyjdzie taki czas, że wykażę się skruchą i przyznam się do błędu, ale to jeszcze nie jest ta pora.
-Możemy już wracać do domu? Przyjechali dziadkowie z Krzyśkiem. Mój brat chce nam przedstawić swoją dziewczynę.-otwieram szeroko buzię. Nawet słowem wujcio nie pisnął, że ma kogoś na oku, a jeszcze nie dawno żalił się do słuchawki, że nie może znaleźć nikogo wartościowego.
-Jestem tak samo zaskoczony jak ty, ale z drugiej strony mam nadzieję, że wreszcie trafił na odpowiednią kobietę.- cały Marcin Lijewski. Można o nim mówić wiele można mu zarzucić, ale nie to, że nie martwi się o najbliższych.
-Kurczę, jestem ciekawa kto skradł serca Krzyśka, ale z drugiej strony chciałam w końcu przełamać ten głupi zakaz Michała i wejść dziś do niego. Ty wiesz, że dziś była u niego jego była dziewczyna? Nawet podeszła do mnie, by chwilę porozmawiać.- twarz taty przypomina w tym momencie kredę piszącą, używaną w szkole. Zbladł momentalnie, a ja nie wiem co jest tego powodem.
-I co ci mówiła? W ogóle nie powinnaś z nią rozmawiać. Skoro
jest byłą dziewczyną, to nie powinna się wtrącać w życie Michała i dać mu szansę, by ułożył sobie je na nowo. Chodźmy już stąd, goście czekają.- nie rozumiem nic z jego zachowania. Prawie siłą wypycha mnie ze szpitala, bylebym nie zdecydowała się w nim zostać. Nie wiem w co on ze mną pogrywa. Czasami nie wiem po której on jest stronie. Jednego dnia mi się wydaje, że zmienił nastawienie i przestał liczyć każdego dnia na to, że ja i Michał się rozstaniemy, a z drugiej strony widać, że cieszą go każde oznaki słabnącego między nami uczucia.
Kiedy pojawiamy się w domu, zostaję wzięta w krzyżowy ogień pytań dziadków. Odpowiadam zdawkowo i nie chcę brać na siebie pierwszoplanowej roli, bo to Krzysiek i jego wybranka powinni grać tu pierwsze skrzypce.
-Chciałem wam przedstawić Agatę, moją dziewczynę.- Agata wymienia się ze mną uściskiem dłoni, nie szczędząc mi serdecznego uśmiechu. Czy wreszcie dla odmiany spodobałam się wybrance mojego wujka? Do tej pory każdej dziewczynie Krzyśka nie odpowiadało moje zachowanie i moje relacje z nim. Fakt, potrafiłam być dość frustrująca, ale przecież miałam swoje 14 lat, gdy Dominika wchodziła do naszej rodziny, więc czego się można było po mnie spodziewać? Justyna donosi z kuchni herbatę i kawę, nie szczędząc także świeżo upieczonego ciasta. Natalka z Kacprem są najmniej zainteresowani i wcale się im nie dziwię, bo jak w ich wieku w takich sytuacjach liczyłam tylko na fajne prezenty ze strony gości. Dziadkowie wydają się być zadowoleni, że ich młodszy syn wreszcie znalazł sobie kogoś i zaświtała szansa na to, że nie zostanie starym kawalerem. Od zawsze mówiłam, że prędzej czy później ta sytuacja się zmieni, bo jeśli by już taka partia miałaby nie znaleźć sobie szczęście u boku odpowiedniej kobiety, to dla tego świata nie byłoby już nadziei. Nie mogę wywnioskować nic z reakcji ojca. Przyjął to spokojnie, ale tak, jakby jeszcze nie był do końca przekonany. Nie wiele się odzywał, postawił raczej na obserwację. Agata Lewińska zdążyła się nam dogłębnie przedstawić. Wyznała, że skończyła finanse i rachunkowość, znajdując zatrudnienie w jednym z banków w Kielcach. Pochodzi z Sandomierza, uwielbia komedie romantyczne i szybką jazdę samochodem. Myślę, że zbierze pozytywne oceny. Ode mnie ma 6 za otwartość i ten nieschodzący z buzi uśmiech, który ma coś takiego w sobie, że można na chwilę zapomnieć o problemach i samemu nieco przyjaźniej spojrzeć na świat, mimo nierozwiązanych problemów.
-Chcielibyśmy wam powiedzieć coś jeszcze. Spodziewamy się dziecka, Agata jest w czwartym miesiącu ciąży.- o cholera, poszło prawie tak szybko jak u mnie. W tym towarzystwie rodzinnym chyba tylko ja nie potraktowałam tej wiadomości jako informacji o jakiejś anomalii. Na co będą czekać, swoje lata już mają i mogą śmiało myśleć rodzinie. A że nie mają ślubu? Pff.. nie jedni bez ślubu żyją lepiej niż ci, co mają za sobą lata doświadczenia i nie wiadomo jaki staż.
-Gratulację. Liczę na ubranka po waszym dzieciaczku bo z tego co liczę, to moje urodzi się nieco później.-przytuliłam się do Agaty, a na krzyśkowej szyi to się najzwyczajniej w świecie uwiesiłam. Popatrzyłam na niego z boku i zobaczyłam w nim radość z oczekiwania na potomka. To jest ta radość, którą Michał miał w sobie zaraz po wiadomości o dziecku, ale przez ten wypadek gdzieś ją w sobie zatracił. Będę robić wszystko, by na nowo ją w nim obudzić i mam nadzieję, że nikt mnie w tym nie ubiegnie. 


~*~
Będę się starać ze wszystkich sił dodawać tu nowości regularnie...

3 komentarze:

  1. Same ciąże ;)
    Oby Beata faktycznie się nie mieszała do życia Michała. Dobrze powiedziała. Z Bąkiem byłoby tylko gorzej, gdyby Kinga go zostawiła. Najłatwiej się pogrążyć w agonii i odtrącić wszystkich, a potem poużalać nad sobą. Phi!
    Tola marzy o swoich dzieciach, więc ma same sprawdziany :) Z pewnością poradzi sobie , a to może da Alkowi do myślenia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jestem zła na Kingę! Tak, jestem zła! Powinna wejść do Michała! Nawet na chwilę, nawet na minutę, tylko po to, żeby mu powiedzieć, że go nie zostawi! On naprawdę tego teraz potrzebuje, tak jak ona wcześniej potrzebowała jego zapewnień o swoim uczuciu. No a tutaj patrzę, że pan Lijewski się postarał bardzo szybko :D 4 miesiąc! No ładnie! ;>

    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Tola ma małe przedszkole w mieszkaniu! Jak ona da sobie radę z trójką dzieci, a Bartmanówna to chyba jeszcze malutka jest i potzrebuje uwagi. Wielkie wyzwanie przed nią!
    Beata chyba nie chce eks chłopakowi i swojej córce wchodzić w drogę. Myślę, że szczególnie córce nie chce bruździć.

    OdpowiedzUsuń